Muszę przyznać, że drugi test nas totalnie zaskoczył. Przed odejściem, Torsten zapowiedział nam, żebyśmy się zjawili w karczmie Bakarak bez zbroi i broni. Początkowo nie chciałem się na to zgodzić, jednak po burzliwej dyskusji, uznaliśmy, że musimy zaryzykować. Na miejscu Torsten powiedział nam, że musimy udać się na krótki spacer. Niespokojnie rozglądaliśmy się wokół siebie i Kejn wypatrzył kilka osób, które podążały naszym śladem. Torsten potwierdził, że to jego ludzie i z uznaniem pokiwał głową, że byliśmy w stanie ich zauważyć. Po krótkim spacerze dotarliśmy do zaułka, w którym czekała większa grupa. I tutaj dowiedzieliśmy się jaki jest następny test. Torsten powiedział, że w karczmie naprzeciwko przebywają górnicy, z którymi mają kosę i chce, żebyśmy weszli do karczmy nago i krzyknęli „Karczmarzu piwa…!” Gdy to usłyszeliśmy, to nie wiedzieliśmy co mamy o tym myśleć. Torsten dał nam chwilę, żeby się naradzić, jednak szybko doszliśmy do wniosku, że nie mamy zamiaru dać się w ten sposób traktować. Zaoferowaliśmy, że możemy tam wjechać i zrobić zamieszanie, ale nie będziemy tego robić nago. Torsten przystał na naszą propozycję i już po chwili szykowaliśmy się do śmiałej akcji. Wezwałem jeszcze Vergena, aby wspomógł nas w tym dziwnym zadaniu, jednak czułem, że mój bóg nie spogląda na to z przychylnością… Dosiedliśmy koni i ruszyliśmy w stronę karczmy. Plan był prosty: aby wparować tam, wywołać zamieszanie, a następnie stamtąd się wydostać. Jednak rzeczywistość szybko zweryfikowała nasze plany. Gdy tylko koń Tsume wyważył drzwi kopnięciem i wjechaliśmy do środka, okazało się, że w środku siedzi kilkudziesięciu górników, którzy tylko czekali na sygnał, żeby rozpocząć regularną bitwę. Momentalnie zrzucili nas z koni i zaczęli okładać czym popadnie. Nie wiem jak by to się skończyło, gdyby nie Torsten i jego kamraci, którzy wparowali do karczmy tuż po nas. Spacyfikowali oni większość górników i wyciągnęli nas półprzytomnych na zewnątrz. Ocknęliśmy się w nieznanym pokoju, gdzie krzątały się dwie kobiety, które opatrywały nasze rany. Po chwili przyszedł Torsten, aby sprawdzić jak się czujemy. Powiedział, że wykazaliśmy się odwagą i brawurą, tak więc będziemy dobrymi Camaralczykami.
Od tego czasu miejsce to stało się naszym lokum, gdzie mieliśmy czekać na zadania od Camaralczyków. Kolejne dni spędzaliśmy starając się wykurować, ponieważ zostaliśmy solidnie obici w karczmie i wbrew pozorom trochę czasu zajęło nam dojście do pełni zdrowia. W międzyczasie odebraliśmy swoje rzeczy z karczmy „Ogon Gryfa” i przenieśliśmy je w nowe miejsce. Dotarła do nas również wiadomość, zostawiona przez Maksymiliana w Ogonie Gryfa, że chce się on ze mną spotkać. Wybrałem się do świątyni z Kejnem, aby mieć pewność, że nikt nas nie śledzi. Maksymilian podzielił się ze mną informacjami, które udało mu się zdobyć odnośnie Kościeja. Wynikało z nich, że jest on paserem w Dolnym Mieście i podobno niebezpieczną osobą. Jeden z wiernych, który kiedyś się z nim spotkał, przekazał nazwę karczmy, w której można się dowiadywać o aktualnym miejscu pobytu Kościeja. Jednakże w owym czasie ja nie chciałem się do niego jeszcze wybierać – posiłkując się zapiskami Vernira, uznaliśmy, że powinniśmy aktualnie skupić się na grupie Camaralczyków i tam szukać dalszych informacji odnośnie wydarzeń sprzed dziesięciu lat.
Po kilkunastu dniach oczekiwania dostaliśmy wiadomość, że Torsten w końcu ma dla nas zadanie. Zgodnie z umówioną porą udaliśmy się do pomieszczenia pod Bakarakiem, gdzie załatwiano mniej oficjalne sprawy Camaralczyków. Torsten, gdy tylko nas zauważył, ruszył w naszym kierunku, jednak drogę zastąpił mu człowiek w czarnej zbroi, ubrany w biały płaszcz. Ku mojemu zdziwieniu rozpoznałem, że był on rycerzem Pierwotnego Zakonu, czyli jednym z inkwizytorów Delidii. Nie spodziewałem się zastać takiej osoby w nielegalnym miejscu jakim niewątpliwie była ta część gospody Bakarak. Torsten najwyraźniej znał Ramzesa, gdyż takie nosił imię ten inkwizytor i szybko udało mu się go spławić, sugerując darmową kolejkę. Już chwilę później rozmawialiśmy o naszym pierwszy zadaniu.
I tutaj znowu czekała nas niespodzianka, ponieważ nie było to zadanie jakiego się spodziewaliśmy. Torsten poinformował nas, że od jakiegoś czasu na miejskim cmentarzu giną ciała i kościół Delidii zwrócił się do nich z żądaniem, aby po cichu postarali się dowiedzieć kto za tym stoi i schwytać winnych. Mieliśmy otrzymać za to całkiem solidną nagrodę, która miała zostać nawet powiększona o premię, jeżeli udałoby nam się zachować całą sprawę bez rozgłosu. Torsten dał nam również symbol Grododzierżcy, który mogliśmy wykorzystać, aby usankcjonować nasze działania.
Czym prędzej udaliśmy się na wspomniany cmentarz, aby nieco się rozejrzeć. Okazało się, że jest to całkiem pokaźna nekropolia i zadanie, które z początku wydawało się banalne, wcale takie nie musi być. Po pobieżnym sprawdzeniu ogrodzenia, udaliśmy się do strażnicy, aby zasięgnąć języka od przebywającego tam strażnika miejskiego. Był to, jak się okazało, dobry ruch, gdyż strażnik Lothar był bardzo dobrze poinformowany. Wskazał nam miejsca, skąd skradziono ciała, poczynając od lady De Erd, kupca Jana i lorda Thorna. Jednak zastanawialiśmy się, czy wszystkie zabrane zwłoki zostały zauważone, dlatego też wspólnie przejrzeliśmy rejestry straży, aby sprawdzić pozostałe pochówki, które odbyły się w kwietniu. Niemile zaskoczyła nas sytuacja, w której odkryliśmy, że kilka z grobowców również jest pustych. Kejn w jednym z nich sprawdził ślady i bazując na jego osądzie, dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej ciała wyniosły dwie lub może trzy osoby. Sarkofagi zostały otwarte, a ciała z nich wyciągnięte. Ponieważ Lothar robił się zbyt podejrzliwy, postanowiłem pokazać mu symbol Grododzierżcy (kamienna figurka Gryfa), który otrzymaliśmy od Torstena. Jak się okazało był to dobry ruch, gdyż od razu zmieniło się jego nastawienie. Aby zadbać również o brak rozgłosu, zapewniłem Lothara, iż sam Grododzierżca jest poinformowany o naszych działaniach i nikomu więcej nie może o tym co tutaj robimy mówić.
Fakty, które udało nam się poskładać w całość, przemawiały za tym, iż ktoś jest dobrze poinformowany o tym co się dzieje na cmentarzu, następnie, dzień lub dwa po pochówku, zakrada się do grobowców i wykrada z nich świeże jeszcze ciała. Igo wspomniał, że takie działania są praktykowane przez magów zajmujących się szkołą nekromancji i być może jeden z nich, sam lub też wykorzystując pomocników, zdobywa ciała, aby przeprowadzać na nich eksperymenty. Z mojej strony podejrzenia padły na istoty nieumarłe, które być może trafiły na tą nekropolię.
Postanowiliśmy, że będziemy przyglądać się najbliższej ceremonii pogrzebowej, a w nocy zaczaimy się, aby spróbować pochwycić złodzieja ciał kimkolwiek by nie był.