Pobyt Dalinara w domu ciotki Margaret nie trwał długo. Od początku dało wyczuć się chłód w słowach siostry Julii, która pomimo okazywanej na zewnątrz troski, raczej nie darzyła sympatią przybranych dzieci de Vries. Niejasnością nie było końca i pomimo usilnych pytań nikt nie był w stanie wytłumaczyć jak doszło do pożaru oraz co się stanie z kasztelem rodziców. Już po kilku tygodniach Margaret oznajmiła, że ich dom nie jest w stanie pomieścić dodatkowych czterech osób i chłopcy muszą się przenieść do Bezimiennego Klasztoru Sierot, którym opiekują się mnisi bogini Delidii. Dalinar odwiedzał go kilka razy wraz z Robertem, ale nigdy tak naprawdę się nie przyglądał jak wyglądało życie podopiecznych klasztoru.

Jak się okazało, w następnych miesiącach miał się o tym przekonać na własnej skórze. Przeorem klasztoru była Carmilla, która była piękną kobietą, noszącą wyzywające stroje, kłócące się z wyobrażeniem o kapłankach. Carmilla przyjęła chłopców do klasztoru zachowując uprzejmość, która wynikała z faktu, iż byli podopiecznymi Margaret, która bądź co bądź miała wysoką pozycję w radzie miasta Mar-Margot. W przeciwieństwie do pozostałych podopiecznych, zostali ulokowani w Górnym Zamku, gdzie swoje pokoje mieli również żyjący tam kapłani. Ten fakt nie umknął uwadze pozostałych dzieci, zamieszkujący tzw. Dolny Zamek i spowodował, że od początku nie darzyły one czwórki de Vries sympatią.
Początkowo pobyt w klasztorze można było określić jako znośny, ale sprawy dopiero miały się skomplikować. Chłopcy zostali poinstruowani, że muszą się odwdzięczyć za swój pobyt modlitwą i pracą na rzecz klasztoru. Zajęcia, którymi parały się dzieci były przeróżne, od szycia ubrań, do wypalania cegieł – sierociniec posiadał swoją szwalnię i piece do wypalania cegieł. Pierwszą oznaką, że nie wszystko będzie się układało, była sytuacja z Gordonem. Jeden z braci Dalinara, znużony kolejnymi modlitwami, zakwestionował sens tych działań oraz nie okazał szacunku bogini Delidii, co spotkało się z natychmiastową reakcję Gordona. Mnich, nie zważając na pozostałych braci, kijem powalił Młodego, tak iż stracił on przytomność. Dalinar od razu rzucił się na Gordona w obronie brata, ten jednak niedbałym ruchem zrzucił go z siebie i również potraktował kilkoma razami. Cała czwórka była w szoku, ponieważ Robert i Julia nie używali w stosunku do nich przemocy i nie spodziewali się takiej reakcji na ich słowa. Bracia od razu też postanowili powiadomić o tym zdarzeniu Margaret, jednak okazało się to nie być takim prostym zadaniem. Pomimo kilku listów od chłopców, Margaret nie zjawiała się w klasztorze, a przeorysza usprawiedliwiała te zachowanie koniecznością zajęcia się dodatkowymi obowiązkami jakie Margaret miała objąć w Radzie Miasta. W klasztorze chłopcy poznali również Starego Hara, który wytłumaczył im panujące w nim zasady. Podstawowa zasada dotyczyła bezwzględnie oddawania czci i zgłębiania nauk bogini Delidii.
Dni upływały jeden po drugim, aż pewnego razu przeorysza Carmilla przywołała ich do siebie. Miała do przekazania złą wiadomość odnośnie Margaret. Ciotka zmarła niespodziewanie, a jej mąż nie poczuwał się w obowiązku łożyć na ich utrzymanie. Oznaczało to, iż muszą się przenieść do Dolnego Zamku, gdzie śpią pozostali podopieczni klasztoru. Dzieci nie przywitały ich z otwartymi rękami, a pamiętając o ich specjalnych przywilejach w ostatnich miesiącach, postanowiły się odwdzięczyć. Kończyło się to częstymi bójkami, jednak czwórka de Vries trzymała się razem i nie odpuszczali nikomu w bijatykach. Dodatkowo Dalinar, wraz z braćmi, musiał zapracować na swoje utrzymanie, pomagając przy cięższych pracach w klasztorze. Jedną z nich było czyszczenie zamulonej studni, jednej z dwóch na terenie sierocińca. I to właśnie w trakcie tej pracy chłopcy natknęli się na ciekawe odkrycie. W ścianie studni, tuż nad poziomem mułu, można było zauważyć że mur skruszał i za nim jest jakaś dziura. Ciekawskie chłopaki raz dwa usunęli kamienie i ich oczom ukazał się wąski tunel prowadzący lekko w górę. Od razu zdecydowali się sprawdzić, gdzie on prowadzi, jednak po pobieżnym przeszukaniu przez Kejna, okazało się, że tunel jest długi i stwierdzili że powinni się do tego nieco lepiej przygotować. Zgłosili się na wykonywanie dodatkowych prac przy oczyszczaniu studni, organizując dodatkową lampę oraz linę i wieczorem po modlitwach zeszli do studni sprawdzić dokąd prowadzi tajemniczy tunel.
Początkowo musieli wspinać się przy pomocy liny zamocowanej przez Kejna, jednak po kilku metrach tunel zrobił się większy i można było nim iść będąc wyprostowanym. Ostrożnie przesuwali się do przodu, nie chcąc narazić się na upadek, czy też inne niechciane okoliczności. Jako że Kejn był z nich najstarszy oraz najsprawniejszy, wyznaczał drogę, którą podążała pozostała trójka. Po kilkunastu metrach doszli do schodów, które prowadziły do góry. Nie wyglądało to na przypadkowy tunel. Na szczycie schodów znaleźli dwa korytarze, więc nie zastanawiając się długo, ruszyli pierwszym z nich. Ciemność, w której przebywali, pozwoliła im dostrzec, że przez ścianę przed nimi sączy się strużka światła. Jak się okazało, światło to padało z pokoju przeoryszy Carmilli, a w samym pokoju działy się niezwykłe rzeczy. Przeorysza, wraz z nieznajomym człowiekiem, kotłowała się w pościeli w akompaniamencie głośnych oddechów. Każdy z nich chciał zajrzeć przez dziurkę w ścianie i choć przez chwilkę się temu przyjrzeć, aż ich policzki spłonęły purpurą. Po zaspokojeniu swojej ciekawości, ruszyli dalej, sprawdzając, czy natkną się na równie interesujące sceny. Jednak zamiast miłosnych uniesień, udało im się znaleźć sekretne przejście do jednego z pokoi Górnego Zamku. Przejście to zostało dobrze zakamuflowane i znajdowało się w kominku obszernej sali, w której stał spory ołtarz oraz ławy. Chłopcy obszukali pomieszczenie, szukając jakichś „skarbów”, ale nie znaleźli niczego godnego zabrania. Po kilku dodatkowych minutach, uznali, że czas wracać, żeby nie wzbudzać podejrzeń mnichów. W drodze powrotnej podsłuchali interesującą rozmowę przeoryszy z jej gościem. Wspominała ona w niej, że nie będzie w stanie dostarczyć takiej ilości dzieci jakiej od niej wymagają. Carmilla rozmawiała jeszcze o innych sprawach, jednak młodzi chłopcy nie byli w stanie zrozumieć sensu rozmowy, gdyż poruszała nieznane im aspekty interesów dwójki kochanków. Po podsłuchaniu przeoryszy, postanowili wrócić do swojego pokoju, a eksplorację kolejnego korytarza zostawić na następny dzień.