Kronika

Kroniki II: Ucieczka do Białej Osady

W dniu tym zaplanowane było rozpoczęcie Karnawału Światła Delidii. Z tej okazji w klasztorze zjawiali się okoliczni kupcy, osobistości związane z Kościołem Delidii oraz organizowane były zawody w walce na kije. W zawodach tych mógł uczes...

18.04.2026 • Cad • Dalinar de Vries • Kroniki rodziny de Vries

W dniu tym zaplanowane było rozpoczęcie Karnawału Światła Delidii. Z tej okazji w klasztorze zjawiali się okoliczni kupcy, osobistości związane z Kościołem Delidii oraz organizowane były zawody w walce na kije. W zawodach tych mógł uczestniczyć każdy z wychowanków klasztoru, który się zgłosił, a nagrodą była lżejsza praca w następnych tygodniach oraz dodatkowe lepsze wyżywienie. Z czwórki chłopaków de Vries zgłosił się Kejn oraz Dalinar. Oboje chcieli udowodnić swoją siłę i zaimponować pozostałym dzieciom. Igo postanowił kibicować braciom, a Młody awansował na giermka Dalinara. Jednak zanim zawody się na dobre rozpoczęły, chłopcy pomagali, przybyłym do klasztoru kupcom, ładować zakupione towary. Jakie było ich zaskoczenie gdy w jednym z kupców rozpoznali Jaromira, służącego, który pomagał w ich wychowaniu w domu ojca. Poprosił on Igo o pomoc przy wyborze ziół i wykorzystując tą okazję, przekazał im wiadomość. Jaromir zjawił się w klasztorze, żeby zabrać z niego chłopaków, jednak zanim to zrobi, miał dla nich jedno zadanie. Mieli oni mianowicie zlokalizować w klasztorze pokój z księgami rachunkowymi i przepisać jeden z rozdziałów. Oczywiście najlepszą osobą do wykonania takiego zadania był Igo, który miał doświadczenie jako pomocnik skryby, a szczęśliwym trafem chłopcy się domyślili, gdzie można znaleźć wspomnianą księgę. Aby się do niej dostać, trzeba było wykorzystać sekretny korytarz, który eksplorowali poprzedniej nocy. Plan zakładał, że Igo, razem z Kejnem, wybiorą się po zawodach, aby wypełnić powierzone im przez Jaromira zadanie, a Dalinar i Młody będą pilnować roboty przy studni.

Zanim jednak nadszedł wieczór, rozpoczęły się zawody. Już pierwsze walki pokazały wielką zawziętość w poczynaniach Dalinara oraz spore umiejętności Kejna. Oboje wygrali swoje pojedynki i pewnie awansowali do kolejnej rundy. W tym dniu miały się odbyć 4 walki, tak aby uczestnicy walk półfinałowych mogli odpocząć przez noc. Wszystko szło zgodnie z planem i chłopcy awansowali do kolejnych rund, jednak w trakcie dnia nastąpiło małe zamieszanie. Igo, nie chcąc opuszczać klasztoru bez swojego pierścienia, który był w depozycie u Gordona, zapytał go czy mógłby go odzyskać. Gordon wykazał się przychylnością, jednak jak się okazało, pierścień miał wrócić do Igo tylko wtedy, gdyby Dalinar zwyciężył Kejna w bezpośrednim starciu. Jako że przed nimi była faza ćwierćfinałowa, gdzie przeciwników wskazywał „los”, bracia de Vries nie zdziwili się wcale, że to właśnie ich, zrządzeniem losu, postawiono naprzeciwko siebie. Igo, jeszcze przed walką, przekazał im informacje co jest losem tego pojedynku, czym dodatkowo zdopingował młodszego Dalinara. Walka miał arcyciekawy przebieg. Na początku z wyrachowaniem zaatakował znacznie szybszy Kejn i dosyć szybko doprowadził do dwóch trafień. Jeden z ciosów był tak potężny, że Dalinar długo nie mógł dojść do siebie. Okazało się, że to nie tylko go nie zniechęciło, ale wyzwoliło w nim dodatkowe pokłady wściekłości. Dalinar z furią zaatakował Kejna, jakby to był jego wróg na polu bitwy, a nie brat na klasztornym placu. Szaleńczy atak zaskutkował celnym trafieniem i dość nieszczęśliwym potknięciem Kejna, który zaczął kuleć i był zdecydowanie wolniejszy niż na początku pojedynku. Kolejne sekundy walki doprowadziły do zaskakującego zakończenia, bo Kejn, robiąc unik, upadł na jedno kolano, a Dalinar wyprowadził potężny cios, który trafił brata prosto w skroń. Kejn padł jak rażony piorunem bez świadomości. Dalinar, wystraszony nieco swoim czynem, doskoczył, żeby sprawdzić czy Kejn jeszcze dycha, co na szczęście nadal miało miejsce. Dzięki takiemu obrotowi sprawy Igo odzyskał swój pierścień, a Dalinar przez następne tygodnie wspominał przebieg walki z Kejnem rozprawiając o każdym wyprowadzonym ciosie.

Wieczorem, zgodnie z ustaleniami, Igo przedostał się do komnaty z księgami rachunkowymi i przepisał rozdział, o który prosił Jaromir. Sam tekst zapisany był jakimś szyfrem, więc bracia nie dowiedzieli się co w nim było. Jeszcze przed nocą Igo przekazał tekst kupcowi, a ten obiecał, że zabierze ich wszystkich w ostatni dzień karnawału, czyli za dwa dni. Rodzeństwo rozpoczęło przygotowania do ucieczki. Przygotowali nieco jedzenia oraz bukłaki z wodą. Zabrali również siekierkę, która miała im służyć za broń.

Następnego dnia odbywał się pojedynek półfinałowy. Brał w nim udział Dalinar, który podchodził bardzo poważnie do przygotowania. Młody, jako giermek, pomagał założyć skórzany kaftan, który miał zabezpieczać przed zbyt poważnymi obrażeniami oraz opowiadał o słabych stronach przeciwnika brata. Niestety starcie nie potoczyło się po myśli Dalinara i znacznie starszy przeciwnik, wykorzystując różnicę szybkości i zasięgu, doprowadził do jego poddania. Nie zmąciło to jednak dobrego humoru Dalinara, który mógł wspominać wygraną walkę z Kejnem.

Pod wieczór, bracia wybrali się jeszcze, aby eksplorować pozostałe korytarze sekretnego przejścia. Natknęli się tam na niesamowite odkrycie. W podziemiach, za zaryglowanymi drzwiami, które jakimś cudem otworzył Kejn, za pomocą prostych wytrychów, natknęli się na pomieszczenie, w którym porozrzucane leżały ciała dzieci. Smród w pomieszczeniu spowodował, że wszyscy wybiegli na zewnątrz i przez kilka minut targani byli torsjami. Jednak dziwna fascynacja śmiercią, kazała im tam wrócić, żeby to zobaczyć jeszcze raz. Wśród ciał zauważyli kilka osób, które znali, a które według ich wiedzy opuściły klasztor, aby się usamodzielnić. Zrozumieli, że tak naprawdę droga takich osób prowadziła do tego pomieszczenia. Dzieci nie rozumiały, jak takie zło jest możliwe, jednak zrozumiały, że w samym klasztorze, dzieją się rzeczy, od których trzeba trzymać się jak najdalej. Czym prędzej upuścili tajne korytarze i udali się na swoje prycze, jednak nie byli w stanie zasnąć przez całą noc. Następnego dnia wypatrywali Jaromira i swojej drogi ucieczki. Umówionym sygnałem miał być pożar wzniecony w niższej części zamku.

Gdy nadszedł właściwy moment, bracia czym prędzej schowali się na wozie Jaromira w pustych skrzyniach. Jednak chaos jaki wywołał pożar i spora ilość kupców z wozami, przebywająca na terenie klasztoru, spowodowała zator. Wszędzie biegali ludzie, niektórzy by gasić ogień, a niektórzy dobyli broń i szukali podpalacza. Jaromir, który powoził, próbował przedrzeć się pomiędzy wozami, gdy nastąpiło niespodziewane wydarzenie. Młody, stanął pośrodku wozu, a jego amulet, który przechowywał przez cały ten czas ukryty, wręcz pochłonął wszechobecny ogień. Chwilę po tym upadł między skrzynie bez znaku życia, a Jaromir przemknął w kierunku bramy. W kierunku wozu poleciały strzały, jednak bracia ukryli się dobrze w skrzyniach, co zapewnio im względne bezpieczeństwo. Jaromir przez kilka godzin pędził po drodze, oddalając się od klasztoru. Gdy upłynęło jeszcze kilka chwil, wóz się zatrzymał, a bracia wyjrzeli ze swoich kryjówek, aby sprawdzić gdzie się znajdują. Niestety widok bełtu wystającego z pleców Jaromira, uzmysłowił im, że to nie koniec problemów i ratunek, na który tak wyglądali, może się zamienić w kolejny koszmar. Jaromir, ostatkiem sił, powiedział barciom, że ich rodzinny kasztel przepadł, a oni muszą się udać z biegiem Białej Rzeki, aż dojdą do wioski Biała Osada i odszukać tam niejakiego Vernira. Napisał im nawet krótki list, który mieli przekazać osobiście na jego ręce. Niedługo później Jaromir wydał ostatnie tchnienie, a bracia pieszo ruszyli leśną ścieżką we wskazanym przez Jaromira kierunku. Według jego wskazówek, podróż miała im zająć kilka dni i tak też było. Przestraszeni, wygłodniali i zmęczeni, dotarli do młyna wodnego, którego właściciel Harold obiecał pomóc odnaleźć Vernira, a który jak się okazało, mieszkał pod przybranym imieniem Ragn w Białej Osadzie.

Ich pierwsze spotkanie przebiegało w podejrzliwej atmosferze. Pomógł list od Jaromira, który tłumaczył pochodzenie braci de Vries. Jak się okazało, pozostali w wiosce na kilka następnych lat…