Poniższe zapiski znalezione zostały kilka lat po śmierci Dalinara.
Postanowiłem opisać moje losy po opuszczeniu Białej Osady, aby historia, którą przeżyłem, przyczyniła się do rozpropagowania wiedzy o Azgadorze, znanym w naszej krainie pod imieniem Vergen. Sam zostałem kapłanem tego boga, uznając tą służbę za jedyne światełko, które mogło rozproszyć mrok Delidii w Karabaku.
Moja podróż razem z Kejnem do Karhanu trwała kilka tygodni. Karawana wolno pokonywała kolejne kilometry, a my spędzaliśmy czas razem, zastanawiając się jak się potoczą nasze dalsze losy. Póki co życie nas nie rozpieszczało i po każdym dobrym okresie następowała tragedia, która ponownie doświadczała nas nawet bardziej niż poprzednie. Tym razem wiedziałem, że nasz los spoczywa tylko i wyłącznie w naszych rękach. Mieliśmy udać się do miasta, aby pod okiem Variusa nauczyć się walczyć, a w moim wypadku również, aby dowiedzieć się więcej o Starych Bogach, których ludzie wyznawali przez Zaćmieniem.
Varius jest byłym niewolnikiem, który odsłużywszy 10 lat w Bractwie Wojny i zdobyciu konkretnego majątku, założył szkołę najemników zwące się Bractwem Variusa. Bractwo jest zrzeszone w KZKN (Karhańskie Zjednoczone Kompanie Najemników), które zrzesza również 41 innych bractw, które są zbyt małe, aby mogły walczyć o licencję i kontrakty rozdawane przez Kościół Delidii. Kompania liczy, razem z Variusem, 83 najemników: Pierwszą Kohortę (24 osoby), Drugą Kohortę (24 osoby), dwóch mistrzów na terenie szkoły oraz tzw. Białę Kohortę, w której skład wchodzi 32 najemników, których część to niewolnicy, a część wolni ludzie. Biała Kohorta jest używana do ochrony szkoły i zabezpieczenia interesów Variusa na terenie Karhanu. Budynek szkoły nosi nazwę Areny Variusa. Jest to kompleks kilku budynków połączonych podziemiami, gdzie znajdują się kwatery niewolników i w osobnej części ludzi wolnych. Centrum kompleksu to mała, okrągła, piaszczysta arena, na której każdego dnia wylewają swój pot i łzy ludzie Variusa. Ćwiczą szermierkę, strzelanie, walkę grupową. Jest też tor przeszkód, zwany Spacerkiem Variusa, który trzeba przejść, aby zakończyć szkolenie i zostać członkiem Bractwa. Zaczyna się wspinaczką na mur, później jest bieg na czas i zejście na arenę, na której rozstawionych jest kilka niespodzianek, takich jak ruchome ostrza, worki z kolcami, zestaw lin, schodków, a na samym końcu czeka kilku członków Bractwa, z którymi trzeba wytrwać w walce jak najdłużej.
Moim mistrzem został Kolos. Polubiłem go od razu. Ten stary mistrz i weteran wielu wojen kulał na jedną nogę, a mimo to kładł w walce jeden na jeden prawie każdego. Posługiwał się tarczą i włócznią, ale w zasadzie dobrze sobie radził z każdą bronią. Kolos był trochę niższy niż Graham z Białej Rzeki. Był za to konkretnie szerszy w barach, a mimo wieku, jego mięśnie były twarde jak kamień. Jego styl walki polegał na brutalnej sile, nie bawił się w finezję, i niezwykłej defensywie, z której wychodząc zaskakiwał przeciwników za każdym razem. Jeśli Robert, mój ojciec, był moim pierwszym mistrzem fechtunku, a później Jaromir, to Kolos był egzaminatorem i genialnym prowadzącym, który pokazał mi całą resztę.
Później poznałem Teodora, kwatermistrza szkoły. W zasadzie niepozorny człowieczek, dosyć niski, ale potrafił zmęczyć Kolosa do tego stopnia, że ten uznawał remis. Teodor miał największą wiedzę na tematy odległych miast i krain. Znał historię Karhanu i Karabaku jak mało kto. No i był ukrytym kapłanem Vergena – to on wtajemniczył mnie w arkana Starych Bóstw. Wiara w Vergena zainspirowała mnie na tyle, że poszedłem tą drogą. Religia ta, tak jak inne Stare Wiary, istnieje w ukryciu, ale ciągle się rozszerza, wraca do swojej świetności. Karhan to idealne miejsce dla wyznawców Vergena, a są ich setki. Zacząłem swoją służbę po święceniach jako Pokorny Brat, z kopią Szarej Księgi, w której odnalazłem odpowiedzi na prawie wszystkie pytania, i świętym medalionem Vergena, który wygląda jak zwykły krążek z żelaza, bez żadnych symboli. Tylko wybitny kowal pozna się, że jest to gwiezdny metal, a nikt, kto nie jest członkiem kościoła Vergena, nie otworzy amuletu i nie zobaczy graweru szabli i księgi w środku. Teodor jest kapłanem III rangi, zwany Bratem Białym, i jest on mym jedynym kontaktem w Karhanie.
Oprócz szkolenia z Kolosem, gdy nasze umiejętności zaczęły na to pozwalać, zaczęliśmy wykonywać proste zadania dla Variusa. Z początku nie było to nic skomplikowanego, ale gdy już po 5 latach oficjalnie zakończyliśmy szkolenie, Varius zlecał nam również trudniejsze misje. Zauważyłem, że Kejn naprawdę wprawił się w posługiwaniu łukiem oraz sztyletami, co, w połączeniu z moimi typowo bojowymi umiejętnościami, dawało ciekawą kombinację. Odniosłem wrażenie, że Kejn w tym czasie pogrążył się nieco w mroku i z chęcią przyjmował zlecenia, gdzie zadaniem było zlikwidowanie wskazanej osoby. Ja również czasami mu w tym pomagałem, jednak nie przepadałem za tym rodzajem zleceń. Wolałem, gdy na przykład mieliśmy za zadanie ochraniać kogoś, czy też nieco go nastraszyć.
W ciągu tych prawie siedmiu lat całkiem nieźle poznaliśmy miasto oraz jego półświatek, jednak nigdy nie zapomnieliśmy o swojej przeszłości i obietnicy złożonej w Białej Osadzie.
Gdy nadszedł czas, z chęcią się spakowałem i wyruszyliśmy do uzgodnionego miejsca spotkania. Wiedziałem, że to najwyższy moment, aby bracia de Vries połączyli siły i odpłacili się za krzywdy, które spotkały ich razem oraz każdego z osobna…