Sama droga do wieży przebiegała spokojnie. W trakcie podróży rozmawialiśmy o wydarzeniach ostatnich dni oraz o naszych celach. Zastanawialiśmy się również co nas może spotkać w wieży. Mając na uwadze ostrzeżenie usłyszane od Mundo, chcieliśmy się dobrze przygotować i zachować ostrożność. Jednak jak to w życiu bywa, przygotowanie przygotowaniem, a rzeczywistość pisze własne scenariusze.
Po kilku dniach dotarliśmy na skraj lasu, z którego było widać w oddali majaczącą wieżę. Ponieważ dzień chylił się ku końcowi, postanowiliśmy przenocować w pewnej odległości od wieży i ruszyć do niej następnego dnia z samego rana. Po rozbiciu obozu udaliśmy się na spoczynek według naszych standardowych wart. Ja miałem zmienić Kejna, co zresztą zrobiliśmy, jednak już po obudzeniu czułem, że coś jest nie w porządku. Kejn poszedł ze mną na skraj lasu, aby upewnić się, że nic nieoczekiwanego nie nadchodzi z wieży, jednak oprócz mgieł nie zauważyliśmy niczego specjalnego.
Niestety to było ostatnie co zapamiętałem… Otworzyłem oczy, słysząc w głowie krzyki Tsume – „Dalinar!!! Dalinar!!! Broń się.” Nie rozumiejąc co się dzieje, instynktownie szukałem swojej tarczy i włóczni. To chyba zresztą uratowało mi życie, gdyż już kilka uderzeń serca później, w moim kierunku wyleciały magiczne kolce. Nade mną unosiła się postać kobiety, w czarnej, zwiewnej sukni, która atakowała raz po raz mnie lub Tsume. Magiczne kolce utknęły w mojej tarczy, jednak kilka z nich znalazło szczeliny w mojej zbroi folgowej i boleśnie wbiło się w ciało.

Od tego momentu wiedziałem, że walka nie będzie łatwa. Z pomocą Vergena wzniosłem ochronę i zacząłem się przygotowywać do kontrnatarcia. Walka była o tyle nietypowa, że ataki Tsume przenikały niematerialne ciało tej istoty. W trakcie jednego z ataków, Tsume przeleciał przez tą istotę i wpadł na mnie powalając na ziemię. Zaskoczył mnie nietypowy styl walki Tsume, który wybijał się nawet na 5 metrów, aby próbować ją dosięgnąć. Nie wiem jak by ta walka się potoczyła, gdyby nie nadeszli Kejn i Igo. O ich obecności poinformowała mnie strzała, która ugodziła tą istotę w głowę. Chwilę później nadleciała błyskawica wystrzelona z rąk Igo. Myślę, że ta istota nie spodziewała się tego ataku, dlatego uderzenia były bardzo celne. Przez chwilę słyszeliśmy rozdzierający krzyk, po czym nienaturalna mgła otoczyła tą istotę i wyłoniła się w swojej prawdziwej postaci, która była jeszcze bardziej przerażająca.

Teraz szala zwycięstwa przechyliła się na naszą stronę i po kilku następnych atakach, istota ta błyskawicznie opadła na ziemię i uciekła w kierunku ruin wieży.
Gdy walka się skończyła rozejrzałem się po okolicy i okazało się, że jesteśmy na placu przed wieżą. Jak wynikało z opowieści moich braci, przebudzili się i zauważyli, że mnie nie ma na straży. Gdy ruszyli na skraj lasu, zauważyli, iż podążam w stronę wieży, mamiony przez istotę, z którą później walczyliśmy.
Obejrzałem swoje rany i postanowiłem, iż muszę prosić Vergena, aby mnie uleczył. Zanosiło się, że to nie jest ostatnia walka jaką tu stoczymy. Tymczasem zawróciliśmy w kierunku swojego obozowiska, aby się ogarnąć i przygotować do eksploracji ruin wieży. Po spakowaniu obozu ruszyliśmy, aby przeszukać wieżę i znaleźć cel naszej podróży.

Rozpoczęliśmy poszukiwania od kondygnacji, które znajdowały się na pierwszym i drugim piętrze. Łatwo było zauważyć, że wieża została kiedyś zniszczona przez jakiś magiczny wybuch, który rozerwał ściany. Na górze nie znaleźliśmy niczego ciekawego poza mocno nadniszczoną księgą, a raczej jej resztkami. Na okładce znajdował się grawer Bractwa Khall, budzących strach czarowników na południe od Dominium Delidii – nietoperze skrzydła wystające z pleców zakapturzonej postaci. Wszystko wpisane w odwrócony trójkąt równoboczny. Większość kart nie nadawała się do odczytania, jednak Igo wynotował kilka urywków zdań, które pozostały - „...Pan Traggaru zwolnił mnie Randalla ze służby i wraz z mą zmarłą małżonką, udałem się w ten dziki, lecz pięknie spaczony rejon Kataklizmem z Zachodu… Ukochana ma… Szansa nadarzyła się… Sevonita… Tortury na obiektach doskonale pobudzają kryształy, ale… Żal był mój wielki, ale ten kto chce poznać tajemnicę Cieni musi poświęcić wiele, żeby… Wieś ta znajduje się dzień drogi, ale… Delidii… Kiedyś świat pozna… Pogranicze… Wo… Vanessa jest inna niż przed śmiercią i dlatego nie mogę dłużej…”
Najwidoczniej ktoś tutaj próbował skorzystać z mocy Cieni i zapłacił za to wysoką cenę. Przez dłuższy czas przeszukiwaliśmy ruiny, jednak nie byliśmy w stanie znaleźć zejścia do podziemi. Powoli zaczęliśmy tracić nadzieję, gdy usłyszeliśmy podekscytowany głos Kejna, iż coś udało mu się znaleźć. Pod gruzem, który okazał się magiczną iluzją, znaleźliśmy zejście do podziemnego korytarza.
Podekscytowani ruszyliśmy przeszukiwać podziemia. Już po chwili zrozumieliśmy, że to ogromny kompleks, który skrywa kilka tajemnic. Pierwszą z nich było pomieszczenie, w którym kiedyś najwyraźniej więziono jakichś ludzi. Pozostały po nich tylko szkielety, niektóre do teraz zakute w kajdany. Obraz potworności, które tutaj się odbywały, stawał się coraz wyraźniejszy. Na swojej drodze napotkaliśmy również pracownię, w której roiło się od fiolek i porozrzucanych pergaminów – całe pomieszczenie, jak i zresztą pozostałe, zalane było wodą po kostki i zewsząd buchała wilgoć, stąd wiele ksiąg się nie ostało. Ponownie dobrym przeczuciem popisał się Kejn, który zauważył małe pomieszczenie ukryte za iluzją. Znaleźliśmy w nim kilka interesujących przedmiotów, jednak nie mieliśmy czasu na dokładne przeszukiwanie.
Jednak kluczowe okazało się centralne pomieszczenie, z którego rozchodziło się kilka dodatkowych wyjść. Pomieszczenie te było całkiem spore, tak, że nasze latarnie nie były w stanie oświetlić go całkowicie. Na jego środku znajdowały się cztery kolumny, a do dwóch z nich przyczepione kajdanami były dwa ciała. Po bliższym przyjrzeniu zrozumieliśmy, iż byli oni kapłanami Arianne i nielubianego przeze mnie boga Tuluntusa. Oboje byli dawnymi bóstwami, których czczenie teraz jest zakazane. Jednak najważniejsze znalezisko było na samym środku pomieszczenia i wydawało bardzo dziwne brzmienie. Była to czarna „masa”, wyglądająca niczym mroczna ściana energii, nieco falująca i „wciągająca” światło. Mieliśmy co do niej najgorsze podejrzenia, które oczywiście okazały się prorocze. To właśnie z niej wyłoniła się istota, którą widzieliśmy po przeobrażeniu na powierzchni. Niczym mordercza siła rzuciła się na nas, aby nas uśmiercić. Widząc, iż moi bracia będą mieli problem z odparciem jej ataków, starałem się osłaniać ich przed uderzeniami. Ta taktyka okazała się słuszna, gdyż jej uderzenia odbijały się od mojej zbroi, wzmocnionej siłą modlitwy Vergena. Jednak niektóre z ataków trafiały w Kejna i widziałem, iż słabnie w oczach. Tsume razem z Igo dawali z siebie wszystko, aby ją zranić. Ja również, z pomocą „Młota Duchowego”, raz po raz uderzałem w nią, aby przegonić z tego świata. Walka przeciągała się niemiłosiernie i widziałem rosnące zdeterminowanie w oczach moich braci. Na szczęście magiczne ataki Igo oraz moje modlitwy w końcu odniosły skutek i istota ta ponownie wniknęła w czarną ścianę energii.
Po walce okazało się, iż Kejn jest tak ciężko ranny, iż nawet moja moc nie jest stanie mu pomóc w powrocie do zdrowia. Igo stwierdził, iż ta walka całkowicie wyczerpała jego moce i nie będzie w stanie więcej nas wspomóc w kolejnych, jeżeli do takich dojdzie. Oboje chcieli wracać do obozu, a może nawet do Gadarty. Ja nie chciałem się teraz wycofywać. Podejrzewałem, iż ta istota będzie potrzebowała dłuższego czasu, aby się ponownie zregenerować i powinniśmy ten czas wykorzystać do eksploracji pozostałych korytarzy. Udało mi się przekonać braci do tego pomysłu, chociaż widziałem, że spoglądają oni cały czas w kierunku wyjścia.
Odszukaliśmy jeszcze dwa pomieszczenia, które przykuły naszą uwagę. Jedno z nich było pomieszczeniem żony maga, który tu mieszkał, a która najwidoczniej zginęła w jakichś mrocznych okolicznościach oraz niewielkie pomieszczenie ze skrzynią. Niestety koło skrzyni znajdował się posąg zbrojnego, który natychmiast stanął przed nią, jak tylko weszliśmy do pomieszczenia. Posąg ten przypominał elfiego wojownika i miał najwidoczniej chronić skrzynię przed intruzami takimi jak my. Zważając na nasz nienajlepszy stan, postanowiliśmy się wycofać, aby przemyśleć naszą sytuację i następne kroki.