Po opuszczeniu podziemi wieży ochłonęliśmy i zadecydowaliśmy, iż najlepszym rozwiązaniem będzie powrót do Gadarty. W drodze powrotnej rozważaliśmy jak odzyskać elfie zwoje, które najprawdopodobniej znajdują się w skrzyni, której strzeże posąg o postaci wojownika. Ustaliliśmy, iż Kejn poświęci kilka następnych dni na leczenie, Igo przestudiuje odnalezione księgi, a ja z Tsume udamy się do Elandera, aby sprawdzić czy może nam pomóc. Po dotarciu do gospody, zjedliśmy porządny posiłek i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Z rana ponownie spakowaliśmy nasze rzeczy i pieszo ruszyłem z Tsume do chaty Elandera. Sama podróż na szczęście przebiegła spokojnie i po dwóch dniach zastaliśmy elfa przed swoją chatą. Opowiedzieliśmy mu co zastaliśmy w wieży i wydarzenia, których byliśmy uczestnikami. Na szczęście Elander podzielił się z nami opowieścią o istotach, które tam spotkaliśmy. Uzbrojony rycerz, strzegący skrzyni, to najprawdopodobniej Ilithin, elfi książę, który za życia miał strzec elfich zwojów. Niestety zostały one skradzione z Leredeonu, a sam książę przepadł po tym wydarzeniu. Najwyraźniej czarownik, który je skradł, pokonał go w walce, a teraz w jakiś sposób mu służy. Elander podejrzewał nawet, iż mógł on stać się nieumarłym na jego rozkazach. Od razu zauważyłem, iż może nam to pomóc, gdyż Vergen obdarzył mnie mocą odpędzania nieumarłych istot na tym świecie, co dawało nam nadzieję na odzyskanie zwojów bez konieczności stoczenia walki.
Co do zjawy, która mnie zwabiła do wieży oraz zamieniła się w cienistą postać, to najprawdopodobniej jest to jakiś rodzaj cienia, który przedostał się do naszego świata. Istoty te były tępione przez Elfich Wiedzących, jednak aktualnie, z powodu zmian zachodzących na świecie, jest ich tak mało, że takie miejsca, w których mogą przeniknąć do naszego świata, są niechronione. Niektórzy magowie starają się posiąść moc takich istot, jednak są one zbyt potężne i doprowadzają ich zazwyczaj do szaleństwa, bądź zniszczenia. Elander zaproponował, iż wykona dla nas specjalne strzały, które są w stanie ranić te istoty. Z drugiej strony jednak, kazał nam przemyśleć czy chcemy tam wrócić, gdyż niebezpieczeństwo może być zbyt wielkie.
Po nocy spędzonej u Elandera wyruszyliśmy w drogę powrotną. Dwa dni później zastaliśmy naszych braci w pokoju w gospodzie. W pomieszczeniu rozchodził się niemiłosierny smród, co jak się okazało, było zasługą maści, którą wcierał Kejn w swoje rany. Jednym ze składników tej maści, jak nam powiedział dwa dni później Elander, jest niedźwiedzie łajno… Igo i Kejn również nie próżnowali i mieli dla nas kilka ciekawych informacji. W księgach, które znaleźliśmy w wieży, Igo wyczytał, iż jej właściciel próbował uzyskać władzę nad istotami, które przedostawały się poprzez utworzoną szczelinę, którą widzieliśmy. W tym celu porywał on różnych ludzi i torturował, aby ich cierpienia pobudzały magiczne przejście między światami. Nie rozumieliśmy całkiem jego motywów, jednak ze strzępków informacji wydedukowaliśmy, iż być może chciał posiąść tą moc, aby pomóc swojej zmarłej żonie. W drugiej księdze natomiast były opisane wydarzenia związane z Kataklizmem oraz, ku mojemu i Tsume zaskoczeniu, z Włócznią Przeznaczenia. Ponoć magowie chcieli wykorzystać ten potężny artefakt, aby przeniknąć do innego świata. Jednak najwyraźniej moce, które są zawarte we włóczni ich przerosły i doprowadzili oni do katastrofy.
Kilka kolejnych dni spędziliśmy oczekując Elandera z przygotowanymi dla nas strzałami oraz rozmawiając o wydarzeniach w podziemiach. Koniec końców ustaliliśmy, iż chcemy jeszcze raz spróbować się tam udać, aby dostać się do skrzyni, a tym samym zaskarbić sobie przychylność Elandera w odszukaniu Łaskotka.
Zanim jednak wyruszyliśmy, wydarzyła się jeszcze jedna interesująca przygoda… Z rana, do pokoju wpadł Kejn, oznajmiając, że został zaatakowany w karczmie przez trzech najemników. Widziałem, że jest bardzo wzburzony i czym prędzej zaczął ubierać swoją zbroję. Od razu przypomniały mi się czasy sierocińca, gdy musieliśmy się bronić nawzajem przed innymi dziećmi i nie zastanawiając się dużo, sam przygotowałem się do zejścia na dół. Spodziewałem się niewielkiej walki na pięści, jednak prawda okazała się dużo brutalniejsza. Razem z Tsume i Igo zeszliśmy na dół, aby przyjrzeć się tym typkom, a Kejn zaczekał na górze. Po chwili zszedł na dół i skierował się do drzwi karczmy, aby sprawdzić czy za nim pójdą. Na ich nieszczęście tak się stało i goniąc Kejna przekleństwami ruszyli tuż za nim. Nie ociągając się również, wyszliśmy na zewnątrz, a tam już zastała nas sytuacja, w której Kejn celował z łuku do tych trzech najemników. Nie wykazali się oni jednak rozsądkiem i wyciągnęli miecze, aby go dopaść. Kilka chwil później, cała trójka leżała martwa w kałużach krwi. Musieliśmy przekupstwem i delikatną groźbą przekonać gospodarza, aby nie spieszył się ze zgłaszaniem tej sytuacji do barona von Baumanna. Nie obyło się bez wyjaśnienia powodu naszej wizyty w Gadarcie, czyli poszukiwaniu Łaskotka. Ożywieni tą walką, postanowiliśmy następnego dnia ruszyć w kierunku wieży. Dwa dni później, nad ranem, staliśmy na skraju polany z widokiem na zniszczoną wieżę. Nasze przygotowania rozpoczęliśmy od zażycia ziela siłaczy przed spodziewaną walką. Dotarliśmy do wieży i odszukaliśmy zejścia na dół. Przed wejściem pobłogosławiłem jeszcze bełty Kejna oraz naszą drużynę, aby Vergen wspierał nas w tej walce.

Ostrożnie zeszliśmy na dół, nasłuchując wszelkich odgłosów przeciwnika. Na nic jednak się zdała nasza przezorność, gdyż, gdy tylko weszliśmy do centralnego pomieszczenia, w moim kierunku wystrzeliła potężna błyskawica. Uderzenie było tak silne, że chyba tylko dzięki temu, iż chroniłem się tarczą, udało mi się je przeżyć. Jednak siła błyskawicy odrzuciła mnie na ścianę i zamroczyła na kilka dobrych chwil. Jak przez mgłę widziałem szyjącego z łuku Kejna oraz walczących Igo i Tsume. Walka, pomimo tego iż nie należała do łatwych, tym razem została rozstrzygnięta przez strzały przygotowane przez Elandera. Magia elfa raniła tą istotę i z każdą trafioną strzałą jej siły słabły. Jednak nie wyszliśmy z niej bez szwanku, bo oprócz mnie Kejn i Tsume zostali ranni od magicznych mocy ten istoty. Po walce zwróciłem się do Vergena w podzięce za wsparcie oraz z prośbą o uleczenie naszych ran. Widziałem, że moje moce pomogły braciom, jednak moje obrażenia były zbyt poważne, abym był w stanie je wyleczyć. Musieliśmy przemyśleć taktykę walki z Ilithinem. Zaproponowałem, iż ja postaram się go odpędzić, a Tsume i Kejn muszą go zatrzymać do czasu, aż moc Vergena zacznie działać. Tsume chciał jeszcze spróbować oszukać tą istotę, przyciągając samą skrzynię za pomocą liny i kotwiczki.
Po wejściu do komnaty z rycerzem rozpoczęliśmy realizację naszego planu. Jednak i tym razem okazało się, że nasze plany rozminęły się z rzeczywistością. Gdy tylko Tsume zarzucił kotwiczkę na skrzynię, Ilithin ruszył w naszym kierunku. Wezwałem moc Vergena, aby go powstrzymać, jednak Kejn się nieco pośpieszył i wystrzelił pierwszą strzałę. Już wtedy wiedziałem, iż moje działania nie przyniosą skutku, ponieważ nie można atakować istoty, którą się odpędza… Tak więc wywiązała się walka. Rycerz był znakomitym przeciwnikiem i Tsume musiał wzbijać się na wyżyny swoich umiejętności, aby unikać jego ciosów. My w tym czasie zasypywaliśmy go gradem strzał, magicznych pocisków oraz uderzeń młotem duchowym. Walka w pewnym momencie zawisła na włosku, gdy Tsume otrzymał potężny cios mieczem, od którego praktycznie stracił przytomność. Na szczęście rycerz wykonał go tuż przed ostatnimi uderzeniami, które go powaliły. Czy prędzej podbiegłem do Tsume, aby przynajmniej zatamować jego krwotok. Obrażenia, które otrzymał wyglądały na krytyczne, więc czym prędzej Igo wyprowadził go na zewnątrz, aby tam go opatrzyć i przygotować do ewentualnej ucieczki. On sam ledwo słaniał się na nogach. My z Kejnem poszliśmy otworzyć skrzynię i sprawdzić jej zawartość. Zabraliśmy również miecz tego elfiego rycerza, gdyż miałem przeczucie, iż może mieć sporą wartość. Podczas otwierania skrzyni, widziałem że Kejnowi trzęsą się ręce i nie będzie w stanie jej otworzyć w tych podziemiach. Zaproponowałem, abyśmy ją po prostu ze sobą zabrali i zajęli się nią później. Tak też zrobiliśmy - spakowaliśmy nasze rzeczy i pomagając Tsume, ruszyliśmy w drogę powrotną. Na następnym postoju, na spokojnie, Kejn przestudiował zamek i udało mu się ja otworzyć. W środku, ku naszej uldze, znaleźliśmy elfie srebrne zwoje oraz kilka interesujących przedmiotów, które zamierzaliśmy sprawdzić w Gadarcie.
</body> </html>