Nastał kolejny dzień, zima była już całkiem w odwodzie i może nadejście wiosny cieszyłoby, gdyby nie to miasto. Wraz ze spływającym śniegiem, po ulicach płynęły rzeki brudu, które brała ze sobą powstająca z roztopów woda. Chodzenie gdziekolwiek równoznaczne było brodzeniu w brudnej brei. No ale cóż, taka jest kolej rzeczy, a skoro tak być musi, to nie będę się nad tym rozwodził.
Wieczorem poprzedniego dnia z grubsza obmyśliliśmy plan działania. Lecz mi jedna rzecz nie dawała spokoju. A co jeśli ciała w ogóle nie są wynoszone poza teren cmentarza? A co jeśli są „używane” na terenie cmentarza? Wszak
„najciemniej pod latarnią.”
Teren cmentarza był ogromny, a niektóre mauzolea były wielkości małych domów. Objechaliśmy mur i nie widzieliśmy widocznych wyrw, przez które można by wygodnie wynieść ciało, a dwumetrowy płot na pewno tego nie ułatwiał. Wiem, że nie sprawdzaliśmy płotu metr po metrze, czy na przykład nie ma jakichś obluzowanych prętów, ale z tego co zaobserwowaliśmy był kompletny. Dodatkowym argumentem było to, że wiedzieliśmy już, co przyznali sami strażnicy, iż cmentarz kontrolują pobieżnie, gdyż zwyczajnie jedna osoba nie ma możliwości skontrolować całego terenu dokładnie. Podzieliłem się moimi pytaniami z braćmi i o dziwo Igo przyznał, że jest to prawdopodobne, a Dalinar dorzucił kilka słów od siebie:
- Jeżeli, tak jak wspominałem, są to jakieś istoty z cmentarza, to ta teoria ma jak najbardziej sens.
Nie posiadając wiedzy o rzekomych istotach, próbowałem to zanegować:
Przecież ustaliliśmy, że były ślady butów, co wskazuje raczej na żywych.
Są różne istoty i nie jest powiedziane, że nie mogą mieć butów – odpowiedział kapłan.
Z tym argumentem nie miałem zamiaru dyskutować, jako że nawet nie miałem pojęcia o czym mówi. Muszę wypytać go kiedyś o te byty.
„Kiedy mówisz, powtarzasz tylko to, czego się wcześniej dowiedziałeś. Kiedy słuchasz, uczysz się czegoś nowego.”
Na myśl o śladach, które dostrzegliśmy z trudem na posadzce jednego z mauzoleów, przyszła mi do głowy jedna myśl. Zaproponowałem, abyśmy zmienili plan działania i jeśli dowiemy się o pogrzebie, pozwolić ukraść zwłoki, a wtedy, na podmokłej ziemi, jak na dłoni znajdziemy tropy, które zaprowadzą nas do tych, którzy je wykradają. Złodzieje nie będą świadomi naszej wiedzy i będziemy mogli ich poobserwować i zrobić dokładny zwiad. Bo zaczajenie się na nich i ewentualna konfrontacja pomijała ten element. A jak kończy się misja bez zwiadu, przekonaliśmy się już w „Sierpie i Młocie”. Tłumaczyłem im, że z każdego wydarzenia trzeba wyciągnąć lekcje, a najważniejszą lekcją z tamtej nocy był fakt, że zwiad jak i w pewnych okolicznościach wzwód, tą myśl zachowałem dla siebie, jest niezbędny.
Kejn od razu był na nie, chciał śledzić porywaczy od samego grobu. Bał się, że pogoda może nam popsuć plany, że deszcz zatrze ślady i będziemy w ..., no wiadomo gdzie. Przerywał mi i nie dał dokończyć, w jego stylu chciał iść na żywioł. Nasza rozmowa przerodziła się w kłótnię, za którą skarcił nas Igo. Poniosło mnie, bo sam nie pamiętał jak co chwilę szydził z moich pomysłów. Kazałem mu wyciągnąć kij z dupy. Bo jak on pajacuje, to jest dobrze, ale jak my się kłócimy, to w jego opinii zachowujemy się jak pięciolatkowie. Wymagałem od niego choć odrobiny konsekwencji.
A co jeśli jednak wynoszą ciało poza cmentarz? – przerwał naszą dyskusję Dalinar - Będziesz w stanie ich dalej wytropić?
Nie, ale wtedy będziemy wiedzieli, którędy wynoszą ciała i stamtąd możemy niepostrzeżenie, bez wizyty na cmentarzu, ich śledzić – odparłem.
Nie skończyłem nawet swojej myśli, a Kejn znów zanegował mój pomysł.
- Tak, bo ty zakładasz, że oni chodzą jak mrówki i mają jeden punkt zbiorczy. Nie wiemy o co tu chodzi, może nie są zorganizowani, może działają chaotycznie?
Traciłem ochotę na dalszą rozmowę po tych słowach. Tak, ktoś chaotycznie chodzi po cmentarzu ze zwłokami. Nie wiem czy nie przemyślał tego co mówi, czy zwyczajnie jego chęć działania na żywioł brała górę i wszelkimi możliwymi sposobami chciał przeforsować swój plan. Ale dalsza dyskusja, kiedy ktoś ciągle ci przerywa, zanim dokończysz myśl, a dodatkowo non stop słyszysz przytyki Igo w swoim kierunku, skutecznie zniechęca do dalszej rozmowy. Postanowiłem dać im zadecydować. Wszak jestem młodzikiem, któremu napięcie, spowodowane brakiem kobiet, wpływa na ocenę sytuacji i zbyt emocjonalne prowadzenie dyskusji. Dla wyjaśnienia drogi mentorze, to nie moje przemyślenia, a właśnie jeden z przytyków, kiedy się unosiłem. A unosiłem się nie przez braki łóżkowe, a przez nieustanne przerywanie mi wypowiedzi.
Stanęło na pomyśle Kapłana, to jest Kejn i ja mieliśmy obserwować grób świeżo pochowanej osoby, a Igo i Dalinar mieli czekać w ukryciu, gdybyśmy uznali, że potrzebujemy z jakichkolwiek powodów ich pomocy.
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, Igo wyruszył na cmentarz, aby dowiedzieć się od Lothara, czy tego dnia odbył się pochówek. Igo wrócił po pewnym czasie i oznajmił, że następnego dnia, około południa, planowany jest pogrzeb kupca z rodziny de Mart. Ustaliliśmy, że w dniu pogrzebu, Igo uda się do przypadkowego grobu w pobliżu i zajmie się jego sprzątaniem. Zaobserwuje czy nie wydarzy się coś ciekawego, a dodatkowo ustali dobre miejsce do obserwacji. Korzystając z tego, że do kolejnego dnia pozostało sporo czasu, ustaliliśmy plan działania na noc po pogrzebie. I tak jak to, że ja i Kejn mamy obserwować grób z bliska się nie zmieniło, musieliśmy ustalić, gdzie znajdować się będą nasi bracia. Wybór Dalinara padł na lasek koło cmentarza, a Igo i ja byliśmy w tym zgodni. Kejn negował ten pomysł, a nigdy nie zastanawiając się nad konsekwencjami, nagle stwierdził, że las to zły pomysł, bo złodzieje mogą ich tam najść w drodze na cmentarz. Tym razem to my zignorowaliśmy jego obawy i zostaliśmy przy tym, że czekają w lasku. W średniej atmosferze wywołanej całym dniem kłótni udaliśmy się na spoczynek.
Nazajutrz, koło południa, Igo udał się na cmentarz, a my ze zniecierpliwieniem oczekiwaliśmy jego powrotu. Czas dłużył się okropnie na oczekiwaniu, rozmowa od dnia poprzedniego nam się nie kleiła. Po powrocie Igo zdał relację, że na samym pogrzebie nie wydarzyło się nic zaskakującego. Rodzina miała opłacone płaczki, wydawało się, że nikt zaś nie obserwował z oddali pogrzebu. Natomiast ważną informacją było to, że po przeciwnej stronie alei był grobowiec z wąskimi oknami, skierowanymi w kierunku mauzoleum, w którym dziś składano ciało. Ustaliliśmy, że Kejn postara się sforsować zamek grobowca i stamtąd obserwować okolicę. Zasugerowałem, abyśmy jednak sami podjechali na cmentarz i ocenili, czy nie znajdziemy dodatkowego miejsca do obserwacji, jako że w dwóch w jednym miejscu ograniczamy sobie możliwości działania. Gdyby coś poszło nie tak, może się okazać, że ani Kejn, ani ja, nie możemy zareagować z racji tego, że jesteśmy w jednym miejscu. Dalinar zasugerował, by wybrać się razem i ustalić też miejsce oczekiwania w lesie. Tak, abyśmy dokładnie wiedzieli, gdzie w razie czego się szukać. Już jadąc wokół cmentarza wiedzieliśmy, że oczekiwanie w lesie będzie, delikatnie mówiąc, niekomfortowe. Roztopy sprawiły, że cały teren zamienił się w małe moczary, gdzie woda sięgała do łydek. Znaleźliśmy w lasku małe wzniesienie, gdzie było względnie sucho i można było przetrwać noc, nie brodząc w błocie. Uznając, że to dobre miejsce, wybrałem się z Kejnem, by ustalić miejsce obserwacji na cmentarzu. Podjechaliśmy pod bramę cmentarza, uwiązaliśmy konia i poszliśmy zorientować się, czy uda się znaleźć jakiś dobry, dodatkowy punkt obserwacyjny. Na szczęście niecałe dwadzieścia metrów obok było wysokie mauzoleum z płaskim dachem. Kejn otworzył bez większych problemów wskazany przez Igo grobowiec. A ja ustaliłem, że mauzoleum znajdujące się niedaleko i jego dach, to doskonałe miejsce obserwacyjne. Zadowoleni ruszyliśmy w kierunku bramy. Po drodze minął nas prawdopodobnie Matijas - drugi ze strażników opiekujących się cmentarzem. Szedł z latarnią. „Ku chwale Delidii” - rzekł w naszym kierunku. Odpowiedzieliśmy „Ku chwale”. Minęliśmy ignorując go. Zanim doszliśmy do koni, Kejn oznajmił, ignorując wcześniej ustalony plan, żeby zaczaić się już teraz. Wybiłem mu to z głowy. Po pierwsze plan był inny niż zakładaliśmy, a po drugie właśnie kręcił się tam Matijas. On chyba naprawdę kocha ryzyko. Niechętnie przyznał mi rację i udaliśmy się do Bakaraka.
Zdaliśmy relację braciom z naszych ustaleń i po kolacji wybraliśmy się do wcześniej ustalonego miejsca w lasku koło cmentarza. Na odchodnym Dalinar wzniósł modlitwę do swego boga o pomyślność naszych działań i rozstaliśmy się. Pod osłoną nocy przeszliśmy przez ogrodzenie i ostrożnie udaliśmy się na wcześniej ustalone pozycje. Kejn znikł w grobowcu, a ja wspiąłem się na mauzoleum. Nastąpił czas oczekiwania. Ułożyłem się wygodnie na dachu i wpatrywałem się w mrok. W pewnym momencie wydawało mi się, że z okienek grobowca, w którym był Kejn, mignęło światło, ale trwało to na tyle krótko, że uznałem to zwyczajnie za zmęczenie oczu od wpatrywania się w czerń nocy. Co jakiś czas zerkałem jednak w kierunku mauzoleum. Po pewnym czasie zamajaczyła przed nim postać Kejna, który nerwowo dawał mi znać, abym tam podszedł. Pomyślałem, że może mi się jednak nie wydawało i faktycznie coś tam błysnęło i może Kejn miał więcej szczęścia podczas tej krótkiej jeszcze obserwacji i ma jakieś istotne informacje. Ostrożnie podszedłem do niego, a ten szybko wciągnął mnie do grobowca.
Trup – oznajmił.
Co trup?
No leży tu. Jak wczoraj otwierałem zamek, nie zerkałem do środka, a teraz widzę, że leży tu trup.
Świeży?
Właśnie, że nie świeży – odparł Kejn - Musi tu sporo leżeć, bo jest wysuszony. To jakiś najemnik, może złodziej. Miał przy sobie broń.
No to niech leży – odpowiedziałem.
Skoro leży tu już nie wiadomo ile, to co mnie to obchodzi. Nie zajmujmy się czymś, co nie dotyczy sprawy. Wracam na dach, bo jeszcze przez starego trupa utkniemy tu jakby się zjawili. Wyjrzałem przez małe okienka, na dworze nie było oznak niczyjej obecności, powoli uchyliłem skrzypiące drzwi i udałem się na swój punkt obserwacyjny.
Około północy, od południa, nadeszła zakapturzona postać. Minęła mój posterunek, nie będąc świadoma mej obecności. Lecz ku mojemu zaskoczeniu, zignorowała grobowiec, w którym tego dnia pochowano ciało i szła dalej. Zgodnie z założeniami, ostrożnie ruszyłem za nią. Korzystając z dobrodziejstwa Ki-shak, bezszelestnie jak cień sunąłem za postacią. Nieznajomy, jak się później okazało, podążał jeszcze jakiś czas w górę cmentarza, po czym oparł się o jeden z grobowców i na coś czekał. Już po chwili nieopodal z mroku wyłoniła się druga postać. Bez zbędnych rozmów wpadli sobie w ramiona, namiętnie się całując. Po chwili rozłożyli koc, no i... hmm... zaczęli miłosny taniec w pozycji horyzontalnej. A figur znali tyle, że przestał mi doskwierać chłód nocy i czułem, że płonę. Bogowie, czemu wystawiacie me oczy i uszy, o tak uszy zwłaszcza, na takie próby, kiedy to dopiero niedawno poznałem smak kobiety i krew aż zaczęła się we mnie gotować? Zastanawiałem się dlaczego ktoś robi to na cmentarzu ? Chwilę później otrzymałem odpowiedź.
Ismaelu – zdyszanym głosem wyszeptała kobieta - Jak bardzo było mi tego brak.
Za trzy dni w Wiklinowym Koszyku? - odpowiedział mężczyzna.
Nadal musimy uważać, inaczej ojciec obedrze mnie ze skóry.
No cóż, młoda para kochanków. Zrobią to nawet na cmentarzu, jeśli to jedyna możliwość. Zostawiłem ich dalsze uniesienia i wróciłem na posterunek. Tej nocy nic się już nie stało. Przed samym świtem zeskoczyłem z dachu i udałem się do kryjówki Kejna. Oznajmiłem, że czas się zbierać. Na co Elf odparł, że chce ciało zbadać, przy odrobinie większej ilości światła. Zostawiłem go, udając się do braci, aby nie niepokoili się naszą nieobecnością. Zdałem krótką relację z wydarzeń z nocy oraz z tego co znalazł Kejn, rozmawiając żartobliwie o tym, jak to rzeczony Ismael udał się na cmentarz z pełnym worem, a wracał już z pustym.
Minęło sporo czasu. Kiedy skończyły się już nam sprośne tematy, z początku zaczęliśmy się nudzić, a potem martwić i nerwowo spoglądaliśmy w stronę cmentarza. W końcu w zasięgu wzroku pojawił się Kejn. Ale coś było nie tak i to cholernie nie tak. Elf szedł z wysiłkiem w kierunku płotu, powłócząc nogami niczym pijany. W pewnym momencie bezwładnie upadł na twarz. Ruszyliśmy biegiem w kierunku płotu, nie zastanawiając się czy ktoś nas może zobaczyć. Przedostaliśmy się na drugą stronę i podbiegliśmy do leżącego brata. Zaczęliśmy go delikatnie cucić. Kejn otworzył oczy i błądził nimi dookoła.
- Trucizna – wskazał na nadgarstek – Grobowiec... trucizna... kurwa – jęczał.
Dalinar przyklękł i zmówił modlitwę do Vergena.
Z mocą Vergena spowolniłem truciznę i jej działanie, lecz nie zneutralizowałem jej. Musimy znaleźć medyka, który jest wstanie sporządzić antidotum. Zyskałem dla niego trochę czasu, ale nie wiem ile.
Zbierajmy się do Bakaraka – zasugerowałem - Camaralczycy mają swojego konowała.
Z ogromnym trudem, ledwo przytomnego Kejna przerzuciliśmy przez ogrodzenie. Potem chwyciliśmy go pod ramiona i na wpół idąc, na wpół go wlokąc, ruszyliśmy w kierunku miejsca, gdzie niedaleko cmentarza o tej porze można już było wynająć dorożkę. Kejn słaniał się raz po raz co kilkadziesiąt kroków, torsje pozbawiały go resztek sił. W końcu udało nam się wsadzić go do powozu. Woźnica, nie zdający sobie sprawy z powagi sytuacji, żartował na temat ilości alkoholu, którą musiał wlać w siebie elf minionej nocy. Dojechaliśmy sprawnie pod noclegownię przy Bakaraku. Podszedłem do Ivo, gospodarza.
Macie tu jakiegoś konowała?
Wracacie z akcji? - dopytywał karczmarz.
Tak, prawdopodobnie został otruty – oznajmiłem.
Dobra połóżcie go w pokoju i zróbcie mu opaskę ze szmaty namoczonej w zimnej wodzie, a ja lecę po kogoś, kto się na tym wyznaje.
Po pewnym czasie do pokoju, razem z Ivo, wszedł podejrzanie wyglądający człowiek. Ostatnie co bym o nim pomyślał to to, że jest lekarzem. Cały pokryty różnymi tatuażami, z brakami w uzębieniu. Na myśl przywodził raczej oprycha, a nie konowała. Ale szybko i z wprawą przystąpił do działania. Ivo podał mu garnek z wrzątkiem, a przybyły człowiek zaczął do niego wsypywać różne składniki, z przypiętych do pasa sakiewek. Mieszał chwilę wszystko dokładnie, po czym kazał wypić to elfowi.
- To antidotum na popularne trucizny. Jeśli trafię, przeżyjesz, lecz jeśli to jakaś mniej znana trutka, umrzesz – z rozbrajającą szczerością odpowiedział medyk - Niestety nie mam pojęcia co to mogło być i pracuję po omacku. A teraz pij.
Kejn pił wywar. Widać, że z każdym łykiem walczył, by nie zwrócić tego co wypił na podłogę. Po chwili, gdy opróżnił kubek, zapadł w sen.
- Kolejne kilka godzin jest kluczowych – oznajmił konował - Jeśli się obudzi, będzie żył. Niestety nic więcej nie mogę zrobić. Zwyczajowo biorę za taką usługę jednego złotego Ambarda, ale wiem, że jesteście nowi i nie śmierdzicie groszem, więc poczekam. Lecicie mi złotego Ambarda, nie zapomnijcie o tym.
Zapewniłem go, że nie zapomnimy i podziękowałem za pomoc. Następne godziny mijały w napięciu. Co jakiś czas ciało elfa wpadało w drgawki, a na jego czole ukazywały się ogromne krople potu. Z godziny na godzinę drgawki i pot występowały rzadziej. Po kilku godzinach Kejn otworzył oczy. Odetchnęliśmy z ulgą.
Co tam się stało? Co narobiłeś? - dopytywał Igo.
Nic nie narobiłem. Szedłem tropem tego martwego człowieka i chciałem przeszukać grobowiec.
Może byłaby jakaś sakiewka – odparłem zgryźliwie, mając w pamięci wydarzenia z Białej Osady.
Eh, zbadałem ciało i zobaczyłem tę ranę i mnie zaciekawiło. Chciałem odsunąć płytę z grobowca i nawet nie wiem skąd mnie ukłuło.
Całe szczęście, że przy mocy Vergena udało mi się spowolnić działanie trucizny – skwitował Dalinar.
Wisisz konowałowi złotego ambarda – oznajmiłem.
A kim była osoba, za którą poszedłeś? - dopytywał elf.
Nie uwierzysz! Para kochanków grzmocących się godzinę na kocu.
Ciągle myślę kto i po co zabezpieczył tak ten sarkofag – kontynuował Kejn.
W dupie mam kto i po co to zrobił! Mamy inne zadanie! - Chciałem uciąć tę rozmowę.
No wiem, ale po co ktoś zabezpiecza tak sarkofag? – nie dawał za wygraną elf.
Nie interesuje mnie to na ten moment, a ty już pokazałeś!
Tsume co się z Tobą dzieje? – ledwie słyszalnie wyszeptał Kejn.
Chyba się przesłyszałem. Co się ze mną dzieje? Raz naraził nas przez swoją pazerność w Białej Osadzie, a teraz prawie dał się zabić i to ze mną coś się dzieje? Ale zostawiłem te przemyślenia dla siebie, nie chciałem zaogniać sytuacji.
Igo – zaczął kapłan - Może udasz się dowiedzieć, czy nie będzie nowego pogrzebu?
Mogę tak zrobić.
Kurwa panowie, nie uważacie, że to jest ważne? – kontynuował elf.
Ale co? - zapytał Igo.
No, że ten sarkofag jest tak zabezpieczony – dalej ciągnął Kejn.
W jakim kontekście naszej sprawy jest to ważne? – zapytałem spokojnie, utrzymując nerwy na wodzy.
No w kontekście naszej nie...
Więc skoro nie ma to nic wspólnego z naszą sprawą, to na razie nas to nie interesuje – skwitowałem.
-Kejn możemy się tym zainteresować ale kiedy już skończymy nasze zadanie – dodał Dalinar
Stwierdziliśmy, że po nocy wszystkim nam się przyda sen. Po obiedzie Igo poszedł na cmentarz dowiedzieć się, czy nie szykują się jakieś nowe pochówki. Po pewnym czasie wrócił z ciekawymi nowinami.
- Cóż Kejnie. Twoje przygody miały dodatkowy skutek – relacjonował Igo - Strażnik znalazł tego trupa i uznali go za winnego kradzieży zwłok i uważają sprawę za zamkniętą.
Dalinar z niedowierzaniem kręcił głową, a ja powiedziałem w jego kierunku:
Masz rację.
Co masz rację?! – wzburzył się Kejn. - Jeśli mówicie o mnie to słucham.
Tak, mówiliśmy, że sam nie możesz chodzić, bo co idziesz to jakaś kabała.
Pewnie wy jesteście bez skazy – z pretensją odpowiedział Elf.
Dwa razy puściliśmy cię samego i dwa razy coś się stało – powiedział kapłan.
Ty nie będziesz miał pieczy nad moją osobą – wzburzył się Kejn.
Ale to wpływa na nasze bezpieczeństwo – wtrąciłem.
Ja nie zrobiłem nic, żeby narażać wasze bezpieczeństwo – kontynuował Kejn.
Jak to nie!? - zaczynałem się denerwować - Widzieli cię, jak okradasz sołtysa, a potem mierzyli do nas z kusz, więc chyba jednak naraziłeś nas na niebezpieczeństwo! Teraz spaliłeś nasz plan i nie możemy działać otwarcie jak dotychczas, bo wszyscy uznali, że mają już winnego!
Teraz mamy lepiej – odparł Kejn.
Jak niby lepiej? – dopytywałem.
Podejrzewam, że ci, którzy kradną zwłoki, wiedzą, że są bezkarni - starał się przekonywać mnie elf.
Właśnie podejrzewasz tak jak podejrzewałeś, że nikt cię nie widział, kiedy wchodziłeś do domu sołtysa – ciągnąłem.
Tóbcie sobie sami – oburzył się jak dziecko Kejn – nie potrzebujecie mojej pomocy.
Nie o to chodzi. Chodzi o to, żebyś wyciągnął jakieś wnioski z tych wydarzeń i postarał się więcej nie popełniać tych błędów.
„Kto nie wyciąga wniosków z przeszłości, skazany jest na powtarzanie błędów.”
Nie, ja sobie tu będę odpoczywał, a wy załatwcie sami tę sprawę – ciągnął naburmuszony Kejn.
Pewnie i może jeszcze będziesz chciał zgarnąć swoją część nagrody? - zapytałem.
Nie chcę żadnych twoich pieniędzy, pyskaczu mały, skurwiały! - wykrzyczał Kejn w moim kierunku.
Zignorowałem ten przytyk i kontynuowałem.
Wracając do narażania nas na niebezpieczeństwo, jeśli następnym razem będzie do nas mierzyło dwóch kuszników, to zastanów się jakie to będzie miało konsekwencje dla nich – wskazałem ręką na Igo i Dalinara - że to Ty i ja zeskoczymy z konia.
Nie drążmy już tematu – powiedział Igo.
Nie, bo trzeba mu uświadomić, że jego czyny wpływają na nasze bezpieczeństwo – nie dałem się uciszyć.
Po tej nieprzyjemnej, lecz moim zdaniem potrzebnej wymianie zdań, postanowiliśmy, że nasz plan zostaje bez zmian. Tego dnia znów mieliśmy zaczaić się przy grobowcu. A jeśli nic się nie wydarzy, prawdopodobnie będziemy zmuszeni poczekać do następnego pogrzebu i zmienić obiekt obserwacji. Na końcu rozmowy znów wypłynął temat elfa.
Uważam, że przez zachowanie Kejna i jego samowolne działanie, po raz drugi jesteśmy w dupie – zaczął Dalinar.
Jakie samowolne działanie? - dopytywał elf, mimo iż chwilę wcześniej zostały mu opisane jego działania.
No takie, że nie mające nic wspólnego z naszym celem - odpowiedział kapłan.
KURWA! Które dwie inicjatywy nie były związane z zadaniem? – wyraźnie wściekły dopytywał Kejn.
Przez chwilę pomyślałem, że może trucizna jeszcze mąci mu umysł i proste fakty nie dochodzą. Po czym stwierdziłem, że to chyba nie to, bo przed zatruciem też zawsze nie czuł się winny.
Pierwsza to sakiewka w Białej Osadzie. Byłeś po informacje, a nie sakiewkę. A druga, byłeś w grobowcu, po to, aby obserwować, a nie go penetrować! - też się wydarłem skoro spokojem nie dochodziło.
Wydaje mi się, że jestem wam niepotrzebny – zaczął znowu tą samą śpiewkę.
Każdemu może zdarzyć się przecież potknięcie - Igo starał się załagodzić sytuację.
Oczywiście – odparł Dalinar – lecz trzeba o tym jasno powiedzieć i uświadomić sobie te potknięcia.
W nerwowych nastrojach położyliśmy się spać, bo czekała nas kolejna długa noc. Wieczorem bez zmian udaliśmy się na cmentarz. Aura była wyjątkowo nieprzyjemna. Zaczął padać deszcz, więc, korzystając z mocy Ki-shak, co jakiś czas dogrzewałem swoje ciało. Do świtu nic się nie wydarzyło. Zrezygnowany, opuściłem dach grobowca, a po drodze poinformowałem Kejna, że udaję się do lasu. Po chwili usłyszałem za sobą kroki elfa. Wróciliśmy do pokoju i doszliśmy do wniosku, że troszkę błądzimy. Ale, że do głowy nie przychodziło nam inne rozwiązanie sprawy, postanowiliśmy dalej sprawdzać czy nie odbędą się nowe pogrzeby. Jednak musieliśmy troszkę zmienić nasze postępowanie. Strażnicy uznawali temat za zamknięty, a z obawy czy nie są w całą sprawę jakoś wplątani, nie chcieliśmy na nich naciskać. Dalinar zadeklarował, że po śniadaniu uda się na cmentarz, by tam obserwować, czy nie będzie nowego pochówku. Zadeklarowałem, że zmienię go po obiedzie, kiedy trochę odeśpię. Tak też postąpiliśmy. Położyłem się na zasłużony spoczynek.
Po obiedzie udałem się na cmentarz niedaleko bramy, gdzie na ławce siedział Dalinar. Podszedłem do niego.
No jestem, idź się wyspać.
Słuchaj Tsume. Widziałem się z Lotharem i powiedziałem mu, że Grododzierżca poprosił nas, abyśmy jeszcze mieli oko na cmentarz, w razie gdyby pojawili się jacyś naśladowcy.
A ktoś był w strażnicy? Może z wiadomością o pogrzebie? - odrzekłem.
A to chodźmy się razem zapytać, bo jeśli faktycznie jutro będzie tu pogrzeb, to nie mam po co tu siedzieć, tylko idę z Tobą do karczmy.
Od Lothara dowiedzieliśmy się, że faktycznie kolejnego dnia ma odbyć się pogrzeb. Uprzedziliśmy go, że jeszcze pewnie jutro dla bezpieczeństwa się pokręcimy, lecz zapewne już nic się nie wydarzy. Ruszyliśmy w kierunku naszej noclegowni. W pewnym momencie naszła mnie myśl. A jeśli pilnujemy w złych godzinach? Podzieliłem się swoimi obawami z Kapłanem i ten stwierdził, że dobrze zbadać ten trop. Wróciliśmy do strażnicy i poprosiliśmy Lothara, by otworzył pilnowany przez naz grobowiec. Argumentując, że wprawdzie sprawca został pojmany, ale nie wiemy czy działał sam. Wszak wyniesienie i przerzucenie przez płot zwłok mogło być dla jednej osoby trudne do wykonania. Lothar niechętnie, ale przystał na naszą prośbę, stwierdzając, że rozpocznie obchód wcześniej dzisiejszego dnia. Otwarł nam bramę mauzoleum i okazało się, że groby są jednak nienaruszone. Podziękowaliśmy mu i wróciliśmy do braci.
Na miejscu rozgorzała dyskusja, że ciało według naszych obserwacji dawno powinno już zniknąć. Kejn wrócił do tematu tego, że może strażnicy robią jednak tylko dobrą minę do złej gry i tylko pozornie z nami współpracują, a tak naprawdę ostrzegli sprawców o tym, że węszymy i żeby sobie odpuścili. Wszyscy przystaliśmy, że to prawdopodobne i że trzeba będzie w dobrym momencie dać znać, że śledztwo zostało zakończone i w tajemnicy robić swoje. Plan wyglądał następująco: tej nocy wartujemy, jak gdyby nigdy nic. I jeśli nadal się nic nie wydarzy, po jutrzejszym pogrzebie informujemy Lothara, że w związku z tym, że na cmentarzu już jest spokój, Grododzierżca uznał śledztwo za zamknięte, a znalezione ciało jest ciałem sprawcy tego występku. Po czym będziemy już w ukryciu prowadzić obserwację nowego grobu. Kejn zagadnął Igo, aby ten poszedł z nim na miasto, bo potrzebuje łomu. Każdy z nas wiedział po co i chyba już nikt nie miał siły, aby wyperswadować ten pomysł Elfowi. Igo dał kilka monet Kejnowi i ten udał się na zakupy, a my na spoczynek. Kolejna noc niestety nie przyniosła rozwiązania. Noc minęła spokojnie, z tą różnicą, że było znacznie cieplej. O świcie wraz z Kejnem wróciliśmy do lasku. Ustaliliśmy, że czas wdrożyć plan B i że po pogrzebie poinformujemy Lothara o zamknięciu śledztwa.
Nim udaliśmy się do karczmy, Kejn zapytał cza kojarzymy herb, na którym widnieje koń naprzeciwko gryfa. Nic mi to nie mówiło, natomiast Igo miał co nieco do powiedzenia na ten temat. W drodze do karczmy opowiedział nam o rodzie posługującym się tym herbem.
- To herb rodziny von Trakk. Był to kiedyś bardzo szanowany i bogaty ród w Mar-Margot, z koligacjami wśród bogatych rodzin kupieckich. Dwustuletnia historia rody zakończyła się, gdy około piętnastu lat temu ostatni potomek poległ na wojnie, prowadzonej przez kościół Delidii. Rycerskie rzemiosło przechodziło z ojca na syna, lecz teraz to już tylko historia.
Opowieść umiliła nam podróż do noclegowni, a na miejscu Kejn zadał nam pytanie:
Czemu ktoś zabezpieczałby grób ostatniego członka wymarłego rodu? Tym bardziej, że w środku nie ma nic. - Widząc nasze miny dodał - No dobra otworzyłem go...
Ale jak nic, nie ma ciała? - dopytywał Igo.
Nie no ciało jest. Prawdopodobnie tego ostatniego z rodu, bo był pochowany w rodowej zbroi.
No sama zbroja jest dużo warta – zauważyłem.
Nie, na taką renowację trzeba by było dużo czasu i środków. Więc tak jak mówię nie ma tam nic tylko tabliczka.
Jaka tabliczka? – zapytał Igo.
Narysuję wam.
I z zapałem zaczął coś rysować. To co zapisuję na karcie Ki-shak, nijak nie ma się do jego bazgrołów. Natomiast po jego rysunku i opisie co na nim się znajduje, ja wyobrażam sobie ją tak. Sam nie wiem, czy moje wyobrażenie jest słuszne, bo osobiście jej nie widziałem. Wierzę jednak, że ogólny przekaz jest zgodny z oryginałem.

Ile tam jest grobów? - dopytywał Dalinar.
Trzy, a ten środkowy był tym z pułapką.
Ciekawa rzecz – odpowiedziałem - Lecz na razie zostawmy to, bo mamy inne sprawy na głowie.
Wiem, że to nie ma na ten moment znaczenia, bo nie dotyczy naszej sprawy – ciągnął Kejn - Ale czuję, że to ważne.
Mnie też to zaintrygowało – przyznałem - Lecz na zaprzątanie sobie tym głowy przyjdzie jeszcze czas.
Co było na płycie sarkofagu? - dopytywał Igo.
Nie wiem, spadła mi.
Co?! - zakrzyknął Dalinar.
Nie mogłeś poczekać na naszą pomoc?! - znowu ogarnęła mnie irytacja - Nie mogłeś co? Bo chyba byś się zesrał z ciekawości.
I tak byście mi nie pomogli – przeszedł do kontrataku elf - Zwłaszcza ty – oskarżycielsko mierzył we mnie palcem.
Jak nie?! Jak nie?! Ustaliliśmy przecież, że po wszystkim ci z tym pomożemy!
Chyba nikt z nas nie miał ochoty już ciągnąć tego tematu. Widać wszystkim coraz bardziej działała na nerwy niefrasobliwość elfa. Podjęliśmy rozmowę na temat tego jak wiarygodnie przekazać strażnikom wiadomość o zakończonym śledztwie, kiedy Kejn wypalił.
Jeśli by to było działanie matematyczne, to wychodzi mi 72.
A ten dalej drąży! I jeszcze tyle zatrutych igieł jest w tamtych grobowcach, siedemdziesiąt dwie! – już prawie krzyczałem.
Ja pierdolę – znowu pod nosem przeklinał elf - Tsume z tobą się nie da gadać!
Bo wszyscy ustaliliśmy, że zostawiamy to na potem, a co robisz następnej nocy?! To samo! W dupie nas masz!
Nie mam was w dupie, ani nawet zadania nie mam w dupie, tylko jestem dwuliniowy.
Brakło mi już siły by to komentować.
Igo koło południa wybrał się na cmentarz. Okazało się, że kolejne ciało będzie składane zwyczajnie w ziemi, w miejscu, w którym sporo było zwykłych grobów. Pogratulował Lotharowi dobrze wykonanej pracy i dodał, że nie zapomni w raporcie wspomnieć o ich zasługach. Lothar był widocznie zadowolony. W związku z tym, że nie mogliśmy być pewni co do tego, że poprzedni grób jest bezpieczny, na wszelki wypadek postanowiliśmy, że Dalinar i Igo będą wartować w miejscu, gdzie uprzednio wartował Kejn, a my znajdziemy jakieś dobre punkty obserwacyjne wśród nagrobków. Wymęczeni kolejnymi nocami bez snu, bez dalszych dyskusji położyliśmy się spać.
Po wieczornym posiłku udaliśmy się na cmentarz. Rozmieściliśmy się na pozycjach zgodnie z planem. Kejn bliżej bramy, ja po drugiej stronie. Mijały godziny. Kiedy już traciłem wiarę, że coś się wydarzy, w oddali zamigotało małe światełko. W napięciu wpatrywałem się w nadciągające światło. Po chwili, w nikłej poświecie małej latarni, ukazało się trzech mężczyzn z łopatami. Podeszli do świeżego grobu, ustawili latarnię na ziemi i zaczęli kopać. Zachowywali milczenie. Z napięciem obserwowaliśmy ich pracę. Po pewnym czasie zakończyli kopanie, wyciągnęli ciało i zaczęli zasypywać grób. Po skończonej pracy, zarzucili ciało jednemu na ramię, a reszta pozbierała narzędzia i ruszyli w kierunku, z którego przyszli. Wykorzystując fakt, iż nieśli latarnię, pozwoliłem im się oddalić, tak abym na pewno nie był widoczny i ruszyłem za oddalającym się w mroku światełkiem. Co jakiś czas widziałem Kejna, który przemykał równolegle do mojej trasy. Po chwili przeszliśmy koło krypty, gdzie byli ukryci pozostali bracia. Nie zatrzymując się, podążaliśmy dalej za światłem. Po chwili trójka mężczyzn doszła do płotu. Zatrzymałem się, ku mojemu zdziwieniu nie przerzucali ciała przez płot, a zwyczajnie przez niego przeszli. Prawdopodobnie kilka prętów było luźno osadzonych i zwyczajnie na czas przejścia je wyciągali. Po przejściu zamaskowali przejście i poszli w las. W czasie mojego postoju dotarł do mnie Kejn. Nie mieliśmy czasu na badanie płotu, więc zręcznie przeskoczyliśmy go i ruszyliśmy za naszymi celami w las. Poruszaliśmy się ostrożnie w głąb lasu, wypatrując migającego między brzózkami światła latarni. Po pewnym czasie do naszych uszu dotarło rżenie koni. Na końcu lasku stał wóz. Mężczyźni załadowali ciało na niego i ostrożnie, bardzo powoli zaczęli jechać po podmokłym terenie. Spokojnie podążaliśmy za nimi. Światło ich latarni, którą najwyraźniej rozświetlili, aby widzieć drogę, dawało nam ogromną przewagę, a odgłosy wozu i rżenie koni skutecznie zagłuszało nasze kroki. Dosyć okrężną drogą dotarli do bramy miasta, prowadzącej do Dzielnicy Świątynnej. Do świtu pozostało niewiele czasu. Wóz w wolnym tempie poruszał się wzdłuż murów. Na szczęście wraz z nastaniem świtu miasto zaczęło budzić się do życia. Na ulicach było coraz więcej ludzi, w związku z czym łatwo było pozostać niezauważonym. Następnie kluczyli małymi uliczkami, aż dojechali do Dzielnicy Handlowej. Tam wjechali w jeden z zaułków. Zatrzymaliśmy się w bezpiecznej odległości i obserwowaliśmy ich dalsze ruchy. Zatrzymali wóz, pozbierali narzędzia i ruszyli do wyjścia z zaułka. Zdecydowaliśmy szybko, że Kejn podąży za tą trójką, a ja poczekam na rozwój wydarzeń przy wozie. Zostałem sam. Po około dwóch kwadransach do uliczki wszedł mężczyzna w kapeluszu, wsiadł na kozła i ruszył wozem. Podążyłem za nim. Minąłem kilka uliczek i w okolicy Targu Rybnego wjechał w kolejny zaułek, gdzie stał pusty wóz bez konia. Wóz różnił się od tego, którym przyjechał, ma myśl przypominał bardziej wozy kupieckie. Rozejrzał się, po czym przerzucił ciało na nowy wóz, wyprzągł konia i zaprzągł do nowego wozu i po chwili ruszył przed siebie. Kluczył uliczkami, aż dotarł pod dużą, drewnianą bramę. Wysiadł z wozu, otworzył bramę, wjechał na teren posesji i zamknął ją za sobą. Nie widząc już dalszego sensu w obserwacji, wróciłem do noclegowni. Kiedy wszedłem do pokoju, Igo i Dalinar spali. Postanowiłem ich nie budzić, dopóki nie wróci Kejn, a sam pogrążyłem się w medytacji.
Koło południa do pokoju wszedł elf, więc zbudziliśmy braci.
- Czego się dowiedzieliście? – od razu zapytał podniecony Igo.
Zdałem dokładnie relację z całej naszej trasy, z cmentarza, aż po sam dom z drewnianą bramą w Dzielnicy Handlowej. Kejn opowiedział, że zaraz po wyjściu z zaułka, trójka porywaczy ciał rozdzieliła się, to znaczy każdy poszedł w swoją stronę. Mógł więc śledzić tylko jednego i dotarł za nim do karczmy Gruba Krowa w Niskiej Dzielnicy, lecz aby nie rzucać się w oczy, nie wchodził za nim i wrócił do noclegowni. Postanowiliśmy odpocząć i jeszcze przed zapadnięciem zmierzchu udać się na obserwację domu, w którym zniknął wóz z ciałem. Wyruszyliśmy konno i dopiero wtedy zauważyłem, że miejsce do którego ich wiodłem, to bogatsza część Dzielnicy Handlowej. Skupiony na obserwacji wozu wcześniej mi to umknęło. W zakamarkach pamięci wyłonił się obraz niektórych budynków, które widziałem, gdy czasem ojciec zabierał nas do miasta. To właśnie w tej części miasta prowadził swoje interesy. Kiedy podjechaliśmy bliżej domu z drewnianą bramą, dojrzeliśmy na nim szyld, z rysunkiem flakoników i napisem „Medyk”. W tej samej chwili drzwi domu otworzyły się i wyszedł z nich starszy człowiek, który zniknął w tłumie.
Cóż, wydaje mi się, że musimy udać się do Torstena i powiedzieć mu, gdzie trafiają ciała – zaczął Dalinar – I Torsten powie nam, czy to koniec zadania, czy mamy zrobić coś więcej.
Panowie – przerwał nam Kejn - To był doktor Rumpert.
Kto?
Doktor, do którego wysyłał mnie na nauki nasz ojciec, Robert. To on nauczył mnie wszystkiego co wiem o leczeniu. To był najlepszy przyjaciel ojca.
To komplikuje trochę sytuację – powiedział Igo.
Dlaczego? - dopytywałem.
No bo jeżeli to nie jest żaden nekromanta, a praktykuje to, aby poszerzać swoją wiedzę i ratować ludzi, to nie możemy go wydać.
Bezcześci groby – odparł kapłan.
Zastanawiam się, jakie będą konsekwencje tego, że doniesiemy na niego – zadał pytanie Igo.
Pewnie go powieszą – odparłem - Ale nie ja tu jestem prawem, ani sędzią, ni katem.
Chyba nie chcesz bronić człowieka który bezcześci zwłoki? - dopytywał Dalinar.
Ja osobiście mam w dupie, czy on kradnie zwłoki, aby je kroić i się uczyć czy z nimi tańczyć – odparłem - Mamy zlecenie, którego wykonanie zbliży nas do naszego wspólnego celu i tylko to się liczy. Po to przybyliśmy do miasta.
Mimo że mnie uczył i był przyjacielem ojca, nie mam oporów, aby go wydać – powiedział elf.
Ale jeśli jest człowiekiem prawym, to nie możemy go wydać – bronił swojego punktu widzenia Igo.
Nie jest prawy, kradnie zwłoki, zna ryzyko i wie jaka jest za to kara – odparłem.
Ja uważam, że nie powinniśmy wspierać kościoła Delidii – kontynuował mag.
Nie wspieramy kościoła Delidii, tylko swoją sprawę – odparłem.
Czyli jeśli okaże się, że Ragn jest skazany przez kościół Delidii za to, że jest członkiem bractwa Atolla, to pozwolicie go spalić? - dopytywał Igo.
Wszyscy naraz przypomnieliśmy sobie, że uratowanie Ragna, jeśli żyje, jest jednym z naszych podstawowych celów i właśnie dlatego wykonujemy zadania dla Camaralczyków.
Igo nie zawdzięczasz medykowi ani życia, ani wykształcenia, a Ragnowi owszem – ciągnąłem.
Naszym celem jest rozwiązanie tego co stało się z Robertem i Julią. Jeśli to zrobimy i wydamy medyka, to zbliżymy się do naszego celu, jeśli tego nie zrobimy, jesteśmy po prostu w dupie. - Skwitował Dalinar, a Kejn i ja przytaknęliśmy.
Zróbmy to tak, aby upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. - Zaproponował Igo.
Niby jak? - dopytywałem.
Porozmawiajmy z lekarzem, ostrzeżemy go, a ciało podrzucimy komuś kto bardziej zasługuje na śmierć - kontynuował Igo.
Czy ty się słyszysz? - zapytałem - Mamy teraz szukać kogoś po mieście, kto według twojej opinii zasługuje na śmierć? - dopytywałem z niedowierzaniem.
Igo cały czas był na nie. Powtarzał w kółko te same argumenty, o przyjaźni lekarza z ojcem, o tym, że lekarz czyni dobro i że on się na to nie godzi.
Jedyne co mogę poddać tu pod dyskusję to to, czy od razu idziemy z tym do Torstena, czy upewniamy się najpierw czy zwłoki wykorzystuje faktycznie lekarz. Zgodziliśmy się z tym, aby jednak mieć stuprocentową pewność. Lecz Igo dalej obstawał przy swoim.
Czy ty sądziłeś Igo, że starając się o tę robotę unikniemy zadań, które zleci kościół Delidii? - rzekł kapłan - Chyba jestem ostanią osobą z was wszystkich, która chce pomagać Delidii, ale sytuacja tego wymaga.
Do Igo nie docierały żadne argumenty.
Igo musisz zrozumieć jedną rzecz. Jeśli my nie wykonamy tego zadania, wykona je ktoś inny – tłumaczyłem - My oddalimy się od celu, a on i tak zginie. Igo mam dla ciebie propozycję, czekamy do następnego ciała, wchodzimy z ciałem razem na posesję, zatrzymujemy tych ludzi i będziesz z nim mógł porozmawiać. Jeśli po tej rozmowie będziecie w stanie nas przekonać, aby mu odpuścić, zrobimy to.
Dlaczego stawiasz mi takie warunki?! - zapytał oburzony Igo
Ja ci nie stawiam warunków, tylko daję propozycję. Jeżeli nas przekonasz do tego, aby winę zwalić na kogo innego, to tak zrobimy, jeśli nie to go wydajemy.
Przysłuchując się tym rozmowom, rozmyślałem nad losem lekarza. Wpoiliście mi, ze śmierć ludzi niewinnych jest czymś złym. Lecz czy to, że nakazywał rozkopywanie grobów dla szczytnych celów, czyni z niego niewinnego? W mojej ocenie nie. Gdyby nie stał na drodze ku mojemu celowi, pewnie nawet życzyłbym mu jak najlepiej. Lecz sytuacja był zgoła odmienna. Zastanawiałem się też, czy sam fakt takich rozmyślań nie jest próbą uciszenia swojego sumienia. Doszedłem do wniosku, że jednak nie. To po prostu kolejna okazja, by zajrzeć w głąb siebie i nauczyć się czegoś nowego. A że nie każda lekcja jest łatwa? Cóż, tak skonstruowany jest ten świat. Pamiętam słowa naszego mistrza. Wracaj do braci, realizuj swój cel, zdobywaj doświadczenie i ucz się życia, a odnajdziesz swoją drogę. Widać droga zazwyczaj bywa kręta.
„Czyste sumienie jest najlepszym łóżkiem do spania.”
Jak na razie sypiam wyśmienicie i nie sądzę, aby wydanie tego lekarza coś w tej kwestii zmieniło.
Od dobrej godziny przemierzaliśmy uliczki Dzielnicy Handlowej, rozprawiając jakie poczynić kroki. Pomysłów było tyle co gwiazd na niebie, od poczekania na następne ciało, poprzez przyjście jako zwykły pacjent, po nawet ujawnienie się i prośbę o rozmowę. Zmrok zapadł już na dobre, kiedy pogrążeni w dyskusji zawróciliśmy w kierunku domu medyka. Na parterze świeciło się światło, z koni spoglądaliśmy za płot. Na podwórzu nie było wozu, lecz z tyłu majaczył w mroku duży budynek wozowni. Zakładaliśmy, że tam został schowany wóź, jeśli w ogóle nie opuścił już posesji. Po ciągnących się w nieskończoność rozmowach, ustaliliśmy, że Igo, Kejn i Dalinar udadzą się do pobliskiej karczmy, a ja, kiedy ruch na ulicy zamrze, dostanę się do ogródka i postaram się podejrzeć co dzieje się w domu. Wdrożyliśmy w życie nasz plan. Bracia udali się do gospody, a ja kręciłem się w okolicy, czekając na odpowiedni moment. Ruch powoli zamierał, a w oknach pobliskich domów powoli gasły światła. Czekałem cierpliwie, w pewnym momencie pod drzwi domu medyka podeszła jakaś osoba, w mroku nie widziałem twarzy. Po chwili drzwi otworzyły się i nieznajomy wszedł do środka. Obserwowałem jeszcze pewien czas dom, ale nikt z niego nie wyszedł. Ulica zamarła, a w sąsiednich domach pogasły światła. Rozejrzałem się po okolicy i upewniwszy się, że jestem sam, błyskawicznie jednym skokiem przesadziłem płot. Skoncentrowałem się na tym, by moje ruchy były bezszelestne. Rzut oka na dom, z żadnego z okien na tyłach nie sączyło się światło. Z tyłu domu zobaczyłem drzwi. Udałem się do budynku wozowni. I tak jak na podwórzu cokolwiek było widać, bo nikłe światło ulicznych latarni, rozdzierało mrok, tak w środku panowała zupełna ciemność. Po omacku obchodziłem powoli wozownię. W środku znajdowały się dwa wozy. Upewniłem się, że oba są puste. W budynku obok cicho prychały konie. Oddaliłem się od stajni, by nie niepokoić koni i obserwowałem dom. W przeciągu godziny na tyłach budynku nie pokazało się światło. Stwierdziłem, że na niewiele więcej zda się moja obecność, ostrożnie przeskoczyłem przez płot i ruszyłem w kierunku karczmy. W oknach z przodu budynku nadal było widać światło. Wszedłem do karczmy i zdałem szybką relację. Doszliśmy do wniosku, że ciało może być w środku, skoro wozy były zamknięte w wozowni. I najlepszym sposobem będzie dostanie się do środka przez tylne drzwi. Ale trzeba zrobić to ze szczególną ostrożnością, zwłaszcza, że ktoś odwiedził doktora i prawdopodobnie cały czas jest w środku. Zaproponowałem, by Kejn sforsował zamek na tyłach domu, bo tam nie będzie widoczny i spokojnie może to zrobić. Po uwadze Dalinara o tym, że nie widzi mu się ten pomysł, bo znając życie, czytaj Kejna, przypadkiem znajdziemy tam martwą żonę lub kogoś innego. Kejn po raz kolejny zaczął swoją tyradę na temat tego, że go nie szanujemy, nie ufamy i mamy sobie radzić sami. W swym słowotoku stwierdził, że to my jesteśmy nierozważni. Nie dowierzałem własnym uszom. Po wszystkich wydarzeniach nadal nie umiał pojąć naszych obaw o styl jego działania. Nie miałem ochoty rozwodzić się nad jego bredniami. Zapytałem tylko, gdzie widzi brak zaufania, skoro sam zaproponowałem, aby tam poszedł. Na to nie miał dobrej odpowiedzi. Po chwili mu przeszło i zgodził się iść. Na usta aż cisnęło się „o dzięki łaskawco”, ale ugryzłem się w język. Plan był prosty, Kejn ma wejść i zlokalizować ciało. Jeśli to zrobi, nie podejmuje żadnych działań i wraca po nas. Wchodzimy wtedy do medyka, aby Igo miał szanse z nim porozmawiać. I zobaczymy co z tego wyniknie.
Kejn udał się do domu doktora Rumperta. Przejąłem jego piwo i delektowałem się smakiem. Widząc wzrok Dalinara, powiedziałem:
No co? Dałem mu szansę.
Widzę, widzę i aż mnie oblał pot.
Co z nim jest? Zachowuje się jak baba – skwitował Igo - Najpierw nawywija, a potem się obraża.
Porzuciliśmy temat Kejna i skupiliśmy się na piwie. Po niecałej godzinie elf wrócił do karczmy.
Mamy go – rzekł przyciszonym głosem. - Wraz ze swoim pomagierem kroją ciało.
Idziemy – rzucił Dalinar.
Igo zapłacił za piwo i wyszliśmy z karczmy. Elf podprowadził nas pod otwartą furtkę do ogrodu i bez przeszkód przeszliśmy na tył domu medyka. Kejn przez chwilę nasłuchiwał, po czym otworzył drzwi. Naszym oczom ukazała się klatka schodowa, naprzeciwko były drzwi, a po prawej schody w górę i w dół. Z dołu sączyło się światło. Kejn pokazał ręką na schody do piwnicy i dał znać, że idzie sprawdzić jeszcze czy nie ma kogoś na górze. Po cichu wszedł na górę i zniknął na pietrze. Czekaliśmy w napięciu. Po chwili wrócił na dół i dał znać, że jest czysto. Sprawdził też pomieszczenia za drzwiami z przodu. Po chwili wrócił i dał znać, aby schodzić na dół. Schody prowadziły w dół, a na końcu były uchylone drzwi. Z każdym krokiem zbliżaliśmy się do drzwi, a do naszych uszy dobiegły odgłosy krzątających się tam osób. Dałem znać, że chcę iść pierwszy. Przepuścili mnie. Skoncentrowałem się, aby uczynić me ruchy bezgłośnymi i zajrzałem przez uchylone drzwi. Nad stołem, na którym leżało ciało, pochylały się dwie osoby. Doktor Rumpert oraz jego pomocnik stali tyłem do mnie. Jako że nie widziałem sensu zabijania pomocnika, postanowiłem za pomocą koncentracji ogłuszyć go. Jeśli nie będzie o nas nic wiedział, może uda mu się ujść z tego z życiem. Nie stanowił ani dla nas, ani naszej misji zagrożenia, więc w mej opinii powinien żyć. A co o jego życiu zadecyduje Śpiąca Bogini dowiem się w ciągu najbliższych minut. Zrobiłem dwa szybkie kroki i chwyciłem go wyuczonym chwytem za kark. Upadł na ziemię bezwładnie jak worek ziemniaków. Zaraz za mną wyskoczył Kejn i przystawił zdziwionemu lekarzowi sztylet do szyi.
Kejn? Niemożliwe – powiedział zdziwiony lekarz.
Bardzo możliwe – odparował elf.
Czego wy chcecie? – cofnął się przerażony dwa kroki. Elf ze sztyletem podążył za nim.
Jesteśmy tu z polecenia Grododzierżcy – wytłumaczył Dalinar. Medykowi opadły ręce.
Wiesz, że to już koniec... – rzekł Kejn.
W tym czasie Igo pętał nieprzytomnego pomocnika, a na głowę zarzucił mu kawałek szmaty.
No Igo – powiedziałem, wskazując głową w kierunku medyka.
Dostaliśmy na ciebie zlecenie – zaczął mag.
Czy to twój brat? - zapytał zdziwiony medyk.
Zrozumiałem, że popełniłem błąd wymieniając jego imię. Będziemy musieli znaleźć sobie jakieś przydomki na czas takich sytuacji. Kejn chyba nie załapał jaki popełniłem błąd i odparł.
To wszystko moi bracia.
Pozwólcie, że usiądę – i zrezygnowany usiadł na krześle. Elf cały czas trzymał blisko niego sztylet.
A więc żyjecie, rodzina de Vries nie zginęła. Nie spodziewałem się was.
My też nie spodziewaliśmy się, że cię zastaniemy w takich okolicznościach – odparł Kejn - Dostaliśmy zlecenie, aby odnaleźć osoby odpowiedzialne za wykradanie zwłok. Wykradliście nieodpowiednie ciała i komuś się to bardzo nie spodobało.
Przyznaję się do wszystkiego, proszę wypuście tylko Talantula – wskazał głową na ogłuszonego mężczyznę – Kejnie, przecież nie robimy nic złego. Te ciała... im już nic nie zaszkodzi, a żeby nasza nauka się rozwijała... – głos mu się załamał - Nie mamy innego wyjścia, to jedyna metoda. Kościół wszystkiego zabrania. Jak sprawnie mamy leczyć ludzi, kiedy nie możemy się uczyć?
Wiemy już wszystko – odpowiedziałem - Niepotrzebna nam jest druga ofiara. Talantun ani nas nie widział, ani nic nie wie – ciągnąłem - Ale ty niestety musisz zginąć.
Dlaczego musi zginąć? – zapytał Dalinar.
Ponieważ wie, że jesteśmy de Vries – odpowiedziałem - Możesz przehandlować życie tego człowieka za swoje. Może będzie miał szansę dalej szerzyć wiedzę i zdobywać nową w mądrzejszy sposób niż teraz. Z przykrością stwierdzam, że robiliście dobrą robotę, ale stała w sprzeczności z naszymi interesami i musisz umrzeć.
Może rozwiążemy to inaczej? Opuszczę miasto i już nigdy się tu nie pojawię? – zaproponował medyk.
Dobrze - odparłem - ale wiesz, że wtedy będziemy musieli zabić jego i wskazać jako winnego?
Nie, na to nie mogę się zgodzić – wyszeptał lekarz.
Myślę, że możemy ukręcić łeb sprawie – zaczął Igo - Przyjaciel naszej rodziny na pewno zrekompensuje nam to, że nie dostaniemy nagrody.
Czy ty nie rozumiesz, że tu nie chodzi o nagrodę?! – wykrzyczałem w kierunku maga - Że nagroda to tylko jakaś poboczna sprawa, przy o wiele ważniejszym celu?
Rozumiem wasze położenie, lecz pozwólcie, że zrobię to sam. Nie plamcie swoich rąk moją krwią. Mam tylko ostanie życzenie. U góry w biblioteczce jest dzieło mojego życia. Jest tam też dedykacja. Oddajcie to tej osobie, niech ona prowadzi dalej moje badania i przyrzeknijcie, że wypuścicie mojego ucznia.
Możemy to odkręcić – dalej ciągnął Igo.
Odpuść Igo – powiedział medyk - Dajcie mi chwilę.
Wolnym ruchem sięgnął po mały flakonik i wypił jego zawartość. Usiadł i po chwili głowa opadła mu na pierś, a z ust polała się ślina.
- Pomóż mu – powiedziałem do Kejna.
Elf sprawnym ruchem wbił mu sztylet w pierś.
Postanowiliśmy spełnić jego ostatnią prośbę. Na piętrze znaleźliśmy dwanaście tomów, pierwszy z nich miał dedykację:
„Dzieło to powierzam mej ukochanej, profesor Jurandzie z Dorrn.”
Zebraliśmy książki i zawinęliśmy w kawałek płótna. Zeszliśmy z nimi do ucznia lekarza. Chwilę później odzyskał przytomność.
Co się dzieje, gdzie ja jestem? Kim wy jesteście?
Zamilcz, bo zginiesz – powiedziałem i ciągnąłem dalej - Twój mistrz, Rumpert, Ramepert, czy inny Srampert – celowo drwiłem z jego nazwiska, aby nie dać po sobie poznać, że ktokolwiek z nas miał z nim dobre relacje
kupił twoje życie. Kościół dowiedział się o tym, czym się zajmujecie, a że nas interesowały efekty, a nie ile osób zginie, przehandlował swoje życie za twoje. Przekażemy ci wszystkie jego notatki, abyś dalej mógł zgłębiać naukę lub oddać je Jurandzie, bo taka była jego wola. Natomiast ostrzegamy cię, że jeśli ciała będą nadal znikać, to ofiara doktora pójdzie na marne.
Kim wy jesteście? – zapytał szeptem.
Gówno cię obchodzi kim jesteśmy. Na razie jedyne co cię powinno interesować to to, że żyjesz.
I koniec wykradania ciał z cmentarza. Wiemy kim jesteś i następnym razem jak to się powtórzy, odwiedzimy cię w domu – groził Kapłan - Zabierz te księgi, oddaj je tej kobiecie i nie popełniaj znowu tego błędu.
Tak – wyszeptał uczeń.
Poprowadziliśmy go z Dalinarem do furtki. Zanim go rozwiązaliśmy, powiedziałem:
Nie próbuj się odwracać i sprawdzać kim jesteśmy. Nie próbuj wracać do tego domu i ciesz się z tego co wybłagał dla ciebie twój Rampert-Srampert.
Rozwiążemy cię teraz, a worek z głowy ściągniesz dopiero za płotem. Masz tu księgi – kapłan wcisnął w jego roztrzęsione dłonie worek z księgozbiorem Rumperta.
Rozwiązaliśmy go i wypchnęliśmy przed furtkę. Zaraz potem usłyszeliśmy jak biegnie. Wróciliśmy do domu. Zadeklarowałem, że pojadę do Torstena, a Igo powiedział, że jedzie ze mną. Dotarliśmy do Bakaraka, a karczmarz od razu nas przywitał:
Co tam chłopaki, piwa?
Nie, chcemy widzieć się z Torstenem.
Nie macie lepszej pory? Zajęty jest.
No, niestety sprawa niecierpiąca zwłoki – odparłem.
Mam nadzieję, że to ważne, bo szef nie lubi jak się mu przerywa.
Jeden z jego ludzi poszedł na piętro i kazał nam poczekać. Po chwili z góry schodził Torsten, dopinając rozpięte spodnie.
Co jest kurwa chłopaki, nie widzicie, że zajęty jestem...
Misja się zakończyła – odparł Igo - Znaleźliśmy człowieka, który wykrada ciała?
Nie było kurwa lepszej pory?
No niestety sprawa jest nagła.
Żyje? Macie dowody?
Nie żyje i mamy dowody.
To dobrze – twarz Torstena złagodniała. Chyba był zadowolony - Gdzie jest, na ulicy?
Nie. Jest w domu w Dzielnicy Handlowej. To medyk. Nie żyje, a obok niego leży dopiero co krojone ciało – sprostował mag.
Poczekajcie, trzeba to załatwić oficjalnie.
Torsten pośpiesznie ubrał płaszcz i wyszedł z gospody.
Może napijemy się w tym czasie piwa? - zaproponowałem.
Ja potrzebuję czegoś mocniejszego – odparł Igo.
Czekaliśmy, popijając trunki. Nie rozmawialiśmy w ogóle. Widziałem, że Igo stara się to jakoś poukładać w głowie i postanowiłem dać mu chwilę dla siebie. Miałem nadzieję, że to wydarzenie nie wpłynie na nasze relacje. Igo był przybity. Mam nadzieję, że się po tym pozbiera. Po około godzinie przybył Torsten.
- Zbieramy się chłopaki – Dał znać sześciu ludziom i ruszyliśmy za nim.
Podjechaliśmy pod bramę miasta od strony Dzielnicy Handlowej, gdzie czekało na nas kilkunastu strażników miejskich. Torsten podszedł do jednego z nich.
- Poruczniku, to są ci ludzie, którzy rozwiązali sprawę – wskazał na nas dłonią.
Porucznik skinął głową.
- Za mną – odpowiedział – załatwmy to oficjalnie.
Ruszyliśmy przez miasto w kierunku domu medyka. Dalinar i Kejn czekali przy drewnianej bramie, a kiedy podjechaliśmy, otworzyli ją, abyśmy mogli wraz ze strażnikami wjechać na plac. Torsten i porucznik zeskoczyli z koni.
- No dobra chłopaki, pokażcie no tego zbrodniarza – powiedział nasz przełożony.
Zaprowadziliśmy ich do piwnicy, gdzie tamtejszy widok mocno ich zaskoczył.
Co tu się stało? Co to za rzeźnik?
To osoba, która została wczoraj pochowana – odparł Kapłan - Tego samego wieczora zostało wykradzione jej ciało i dostarczone do tego miejsca. Ale na szczęście już zakończyliśmy ten proceder.
Cholera, to nie mój rejon, a ten medyk to znana i poważana osoba. Śmierdząca sprawa - odpowiedział porucznik straży miejskiej – Muszę zgłosić to do dowódcy tego rejonu, a tymczasem mój sierżant z wami pogada, spiszemy jakieś zeznania, żeby to miało ręce i nogi. Może tutaj w kuchni sobie usiądziecie, a ja tymczasem poślę po dowódcę tej dzielnicy.
Widać było, że Kejn i Dalinar rozgościli się już w kuchni, bo na stole stały srebrne kielichy i dzban z winem.
Siadajcie sierżancie – wskazał na krzesło Dalinar, sięgnął na półkę po kolejny kielich, nalał i podał strażnikowi.
Pontarskie, na zdrowie – strażnik chętnie przyjął kielich - Co mogę powiedzieć... dobra robota panowie – rzekł sierżant i zrobił łyk wina - Musimy to jakoś spisać. No dobra, jak to było?
Igo zaczął relację.
Śledziliśmy ich, właściwie od samego cmentarza. Trójka zamaskowanych ludzi wykopała zwłoki ze świeżego grobu i pod osłoną nocy przywiozła je aż do tego domu.
Czyli miał współpracowników?
Tak – odparł Kejn - Śledziłem ich, ale w pewnym momencie się rozeszli i mogłem udać się tylko za jednym z nich.
Kejn zdał relację z obserwacji tego człowieka, z kim się spotykał, z kim rozmawiał po drodze oraz to, że przestał go śledzić, gdy ten udał się do karczmy Gruba Krowa.
Dobrze, będziemy też musieli go sprawdzić. To bardzo ważna informacja. I co było dalej?
Obserwowaliśmy dom medyka, bo nie wiedzieliśmy czy to przystanek końcowy tego ciała. W nocy zakradliśmy się i przyłapaliśmy go na gorącym uczynku – relacjonował elf.
Po chwili do kuchni wszedł Torsten z porucznikiem i kilkoma żołnierzami.
Co za masakra, co to za człowiek... – szeptali pod nosem strażnicy.
No, nalejcie nam też troszkę wina – rzekł Torsten.
Wszyscy sięgnęli po kubki i kielichy stojące w kuchni i nalali sobie wina. Po pewnym czasie otwarły się drzwi i w kuchni pojawiło się kolejnych trzech żołnierzy. Ich plecy dla odmiany zdobiły niebieskie płaszcze, prawdopodobnie oznaka przynależności do tej części miasta. Wśród nich był mężczyzna w ciężkiej zbroi. I to on odezwał się jako pierwszy.
- Kurwa, co tu się dzieje? Poruczniku proszę za mną.
Porucznik straży, z którym przyjechaliśmy, wstał i odszedł na bok z nowo przybyłym. Szeptali chwilę, po czym mężczyzna w zbroi wysłał dwóch ludzi na dół. Po chwili wrócili i rozmawiali szeptem. Podszedł do nich Torsten, zamienił kilka słów i wyszedł z domu. Pozostali rozmawiali jeszcze jakiś czas, po czym podszedł do nas porucznik i powiedział.
- No panowie, dobra robota, jesteście wolni. Dziękujemy i przekażcie pozdrowienia panu Camaralowi.
Udaliśmy się do noclegowni. Na miejscu Kejn wysypał na stół zawartość małej sakiewki. Były tam trzy złote monety i kilka kamieni szlachetnych. Kiedy my jechaliśmy po Torstena, oni pośpiesznie przeszukali dom medyka. Będziemy musieli jakoś to spieniężyć. Bez zbędnych rozmów udaliśmy się spać. To była kolejna długa noc. Rano udaliśmy się do Bakaraka, gdzie Torsten czekał już na nas.
Wyspaliście się?
No w końcu – odparł Dalinar - Ostanie noce były męczące, spędzanie całych tyle czasu na cmentarzu nie należy do miłych.
Dobra robota panowie, naprawdę dobra robota. Sprawa wyjaśniona. Cholera jasna, nie przypuszczałbym, że to medyk i to tak szanowany. Podobno była to jakaś szycha w lokalnych kręgach. Dobrze, że zdecydowaliśmy się załatwić to oficjalnie, bo z tamtejszą strażą mogłyby być problemy. Dobra chłopaki. Mam tu dla was ustalone wynagrodzenie – rzucił na stół sakiewkę.
Obiecane trzydzieści złotych ambardów, plus mała premia za dyskrecję, to jest kolejne dziesięć. Dobra robota. Zadanie było nietypowe. Zazwyczaj zostawiamy takie rzeczy straży miejskiej, tym razem nie umieli sobie poradzić. A i jeszcze jedno. Poproszę figurkę Grododzierżcy.
Igo wyciągnął i oddał posążek Torstenowi.
A, no i jeszcze premia od szefa. Macie dziwki na trzy dni. Odpocznijcie trochę, a ja będę rozglądał się za zleceniem dla was. Tymczasem korzystajcie z życia.
Porucznik kazał pozdrowić pana Camarala – powiedziałem.
A, jasne, jasne. Już z nim rozmawiałem, był zadowolony z waszej pracy. Ja mam trochę na głowie teraz, więc muszę was opuścić. Odpoczywajcie… Naprawdę dobra robota.
Nie muszę chyba wspominać na czym minęły mi kolejne trzy dni. Moja młoda krew dawała o sobie znać. Podsumowując to wydarzenie, nie spodziewałem się, że pierwsze zadanie dla Camaralczyków sięgnie tak wysokich sfer. I że informacje o poczynaniach żółtodziobów dotrą nawet do Camarala, a ten dodatkowo będzie z nas zadowolony. Wydaję mi się, że zrobiliśmy duży krok w kierunku naszego celu. Mam nadzieje, że kilka dni odpoczniemy, bo mimo iż jestem przyzwyczajony do niewygód, marzę o kilku nocach w wygodnym łóżku. Gdy odpocznę, przeanalizuję miniony czas i postaram się wyciągnąć z tych wydarzeń jak najwięcej wniosków.